czwartek, 28 sierpnia 2014

(99942) Apophis- "zagłada już blisko". O tym, dlaczego Ziemi nie zagraża niebezpieczeństwo ze strony Apophisa.

 19 czerwca 2004? 13 kwietnia (piątek) 2029? Komuś coś mówią te dwie daty? Domyślam się, że co po niektórym pierwsza data może nie mówi nic, ale przy drugiej włącza się czerwona lampka. Tak to dzień w którym planetoida Apophis (99942) zbliży się na minimalną odległość do Ziemi i miejmy nadzieję, że przeleci bez większych problemów nie powodując naszej zagłady. Jaka szansa, że w piątek trzynastego jednak będziemy mieli pecha i zostaniemy zmiecieni z powierzchni planety? Na dziś naukowcy podają wartość 0,0000043 (dla drugiego przelotu w 2036). Co to oznacza? Że jesteśmy bezpieczni. Przynajmniej na dzień dzisiejszy, bo wyliczenia dotyczące szansy zderzenia z Ziemią przez Apophisa na przestrzeni lat zmieniały się dość diametralnie. Od odkrycia planetoidy 19 czerwca 2004 roku przez zespół Roya Tuckera, podano co najmniej kilka stopni zagrożenia jakie wywołuje Apophis.

Początkowo (24 grudnia 2004) NASA określało szanse na zderzenie jako 1 do 300. Później szansę zaostrzono do 1 na 233. Później (tego samego dnia) NASA zaszalało z wartością 1 do 64. Dnia następnego (25 grudnia 2004) szansa na zderzenie wyniosła już 1 do 45. Dwa dni później podano komunikaty zwiastujące zderzenie prawdopodobne w stopniu 1 do 37. Było to (chyba) największe w historii nadane prawdopodobieństwo zderzenia z obiektem kosmicznym. Kolejne lata na szczęście przyniosły wytchnienie. W piątek 13 kwietnia 2029 roku Apophis minie Ziemię w bezpiecznej odległości i powróci w 2036, również nie stwarzając większego zagrożenia kosmiczną katastrofą.


Dlaczego w ogóle mówimy o prawdopodobieństwie uderzenia w Ziemię? Przecież fizyka związana z mechaniką nieba oparta jest na dobrze znanych prawach dynamiki Newtona, prawach Keplera i kilku innych ważnych gości. Przecież potrafimy przewidywać zaćmienia Słońca co do sekundy (Egipcjanie nawet potrafili!; może nie co do sekundy, ale wiedzieli kiedy nastąpią), lądujemy łazikami na obcych planetach, a w skali mikro manipulujemy atomami. Dlaczego nie potrafimy powiedzieć czy coś w nas uderzy czy nie? I dlaczego wraz z upływem czasu prawdopodobieństwo zderzeń w przypadku Apophisa gwałtownie zmalało?
Mówiąc o prawdopodobieństwie nie mówimy o tym czy coś w nas trafi czy nie i jaka na to szansa. Podając szansę na zderzenia jako np. „1 na 40” łatwo wpaść w pułapkę i interpretować to „na 40 przelotów, jeden okazałby się kolizyjny”. Równie dobrze „1 do 40” można podać jako 0,025 (wystarczy podzielić 1 przez 40). I tu łatwo o błędy. Podanie prawdopodobieństwa w formie jaką stosujemy wiąże się ze zdarzeniem losowym. Wiemy, że przelot planetoidy do przypadkowych nie należy. Wiemy „dokładnie” gdzie planetoida jest i jak będzie lecieć jeśli nic jej nie przeszkodzi. Znając jej położenie co do milimetra, można wyliczyć (równie co do milimetra) w jakiej odległości, o której godzinie i z jaką prędkością, planetoida przeleci obok Ziemi. Ale pierw położenie trzeba znać. My wiemy gdzie Apophis jest. Wiemy to jednak z pewnym przybliżeniem. Nasza aparatura pomiarowa idealna nie jest, stąd pomiary mogą różnić się wartościami. Nie tak łatwo namierzyć obiekt o wielkości około 300 metrów z odległości kilkuset milionów kilometrów. Nie potrafimy czasem namierzyć naszych kluczy w domu, a co dopiero mowa o tak mikroskopijnym (w skali kosmosu) obiekcie jak planetoida w tak znacznej odległości.

Stąd, ponieważ nie znamy idealnego położenia planetoidy w danej chwili (nie mówię o zdarzeniach jakie mogą ją po drodze napotkać) nie możemy podać dokładnej trasy jej lotu. Dlatego pojawia się prawdopodobieństwo. Dlaczego wartości tych prawdopodobieństw dla Apophisa się tak zmieniały w ciągu dosłownie godzin? Bo powtarzano wtedy pomiary położenia Apophisa. A wiecie jak to jest- robisz coś szybko, więc pewnie robisz to niedokładnie (komunikaty o coraz to nowych wyliczeniach podawano co kilka godzin, a dla kosmosu i ruchu obiektów niebieskich, godziny są zbyt małym wymiarem czasowym w jakim możemy coś konkretnego obserwować- chyba że to wybuch Supernowej, czy rozbłysk słoneczny). Poza tym aby powiedzieć cokolwiek o dostatecznie dokładnej trajektorii obiektu trzeba mierzyć jego położenie na niebie przez dłuższy czas niż kilkanaście godzin i dopiero dzięki współpracy z innymi naukowcami, na podstawie większej ilości danych można wnioskować o położeniu obiektu i jego ruchu. Dlatego wraz z upływem czasu, pomiary położenia Apophisa zostały powtarzane i prawdopodobieństwo zmalało do zera. Dziś znamy jego bardzo dokładne położenie, ale dalej operujemy pojęciem prawdopodobieństwa, ponieważ mimo wszystko nasz sprzęt idealny nie jest i minimalne błędy się zdarzają. Pomimo wszystko wiemy, że jeśli nic „po drodze” nie zakłóci ruchu planetoidy nic nam nie zagraża. Będzie to tylko bardzo widowiskowy przelot obserwowany nawet w dzień. Jedyne czego dostarczy nam Apophis to trochę (minionego) strachu, na pewno wielu nowych informacji i mam nadzieję (ja czekam na piątek 13 2029, a wy?) niezapomnianych wrażeń estetycznych.


Dlaczego o tym mowa? Wejdźcie na fora „kiedy Ziemia ulegnie zagładzie”. Dość częstym motywem jest Apophis. A wystarczy poczytać cokolwiek innego nie związanego z tematem zagłady, a przedstawiające tylko suche fakty. I trzeba myśleć.

PS. Pamiętam o obiecanym artykule ;) 

2 komentarze: