piątek, 3 sierpnia 2012

Duchy przeszłości- odyseja Marsjańska. Cześć 1.

 
   Ponieważ już 6 października dokona się [miejmy nadzieję] kolejny krok ludzkości w próbach dążących do skolonizowania innych planet- gdy Curiosity z powodzeniem osiądzie na powierzchni naszego czerwonego sąsiada- postanowiłem zrobić krótką serię dotyczącą innych łazików. Chciałbym pokrótce przedstawić Wam łaziki które z powodzeniem, a czasami i bez niego próbowały osiągnąć Czerwonej Planety. W końcu dzięki każdemu z tamtych łazików wiemy więcej, dzięki każdemu z nich dokonaliśmy kolejnych odkryć i udoskonaliliśmy naszą technikę, zdobyliśmy nowe doświadczenia co pomogło i będzie pomagało w coraz to lepszym konstruowaniu nowych statków- miejmy nadzieję załogowych., które dotrą z powodzeniem na Marsa.
Mars 3
   
         Mars 3- pierwszy, radziecki lądownik, który jako pierwszy w historii dotknął marsjańskiego gruntu. Jego misja trwała od  od grudnia 1971 do maja 1972. Jego zadaniem było sfotografowanie Marsa z jego orbity, badania pola magnetycznego planety, pomiar natężeń wiatru słonecznego oraz zbadanie atmosfery planety. Wewnątrz lądownika Mars 3 w jego wnętrzu umieszczony był pojazd Prop- M, który miał zostac wypuszczony z lądownika i podjechać w pole widzenia kamery pokładowej. Niestety po udanym lądowaniu po niecałych 15 sekundach łączność Ziemia- Mars 3 została przerwana. Misja zakończyła się awarią sprzętu . Lądownik osiągnął powierzchni planety 2 grudnia 1971 o 13:49, a ostatnie sygnały wysłał o 13.50 tego samego dnia. Nie można mówić, że misja całkowicie była stracona. Był to w końcu pierwszy statek, który osiągnął Marsa. Przesłał on nam [bytując na orbicie] wiele fotografii Czerwonej Planety, a jego ostatnim zdjęciem było to wykonane zaraz po jego osiągnięciu powierzchni.
Ostatnie zdjęcie wykonane przez lądownik Mars 3. Prawdopodobnie przedstawia horyzont na Czerwonej Planecie. 

Viking 1
      Następną sondą, która z powodzeniem dotarła i osiągnęła powierzchni Marsa była wysłana przez NASA 20 sierpnia 1975 roku sonda Viking 1. Po dziesięciu miesiącach lotu w stronę planety i pobycie sondy na orbicie Marsa zostało wykonanych wiele dokładnych zdjęc i pomiarów. Lądownik dotknął powierzchni Marsa 20 lipca 19765 roku o godzinie 11:56:06 czasu uniwersalnego. Transmisja pierwszych zdjęć powierzchni Marsa nastąpiła 25 sekund po lądowaniu. Lądownik z powodzeniem pracował, wykonywał zdjęcia oraz dokonywał pomiarów do 13 listopada 1982, kiedy to wadliwa komenda wysłana przez kontrolę naziemną spowodowała utratę kontaktu z łazikiem.


Pierwsze zdjęcie powierzchni Marsa wykonane przez Viking 1 25 sekund po lądowaniu. 


Zdjęcie kamienia 'Big Joe' o wysokości około 2m.
Zdjęcie wykonane przez Viking 1.

Marsjański zachód Słońca- Viking 1.

Sonda Sojourner.
     Mars Pathfinder- sonda wysłana przez NASA, której start odbył się 4 grudnia 1996 roku, a która już 4 lipca 1997 roku wysłała pierwsze zdjęcia powierzchni Marsa. Sonda składała się z 2 modułów: lądownika i marsjańskiego pojazdu Sojournera. Transmisja danych z Sojournera zakończyła się 27 września 1997 z powodu wyczerpania baterii pojazdu. Głównym zdaniem sądy było dotarcie do ciekawych skład, które stały się obiektem badań na podstawie wcześniejszych zdjęc powierzchni Marsa. W trakcie trwania misji łazik wysłał 550 zdjęć powierzchni, dokonał 15 analiz chemicznych oraz przebył 52 metry. Poniżej zamieszam 2 najważniejsze zdjęcia wykonane przez Sojourner.
Powierzchnia Marsa. Zdjęcie wykonane przez lądownik. Widać na nim pojazd Soujourner. 
Tym razem zdjęcie wykonane przez Soujourner przedstawiające jego lądownik. 

Mer- A.
     Mer-A o nieoficjalnej nazwie Spirit- misja NASA prowadzona równocześnie z Mer-B [Oportunity] wysłana w kierunku Czerwonej planety 10 czerwca 2003, o godzinie 17:58:47 czasu GMT. Lądownik wylądował na powierzchni Marsa 4 stycznia 2004 roku w kraterze Gusiew. Zamieszczę tutaj bardzo [moim zdaniem] fajny tekst pochodzący z Wikipedii na temat trwania misji Mer-A.
"Od roku 2004 misja lądownika ulegała wielokrotnemu przedłużeniu. Od lądowania do 30 kwietnia 2008 roku, Spirit przebywał na powierzchni Marsa 1538 dni i pokonał dystans 7 528 m wykonując w tym czasie setki eksperymentów naukowych. Pod koniec stycznia 2009 ujawniono, że przez ostatnich kilka dni Spirit odmawiał posłuszeństwa i nie reagował na rozkazy z Ziemi. Pomimo tego udało się ponownie doprowadzić go do funkcjonalności. W maju 2009 łazik utknął na skrawku luźnego piasku (nazwanym później "Troją"), lecz mimo unieruchomienia prowadził badania nad jego strukturą. Prowadzone w kolejnych miesiącach próby uwolnienia łazika z marsjańskich piasków zakończyły się niepowodzeniem i 26 stycznia 2010 roku NASA zmieniła jego status na stacjonarną platformę badawczą. Od wylądowania łazik pokonał oficjalnie dystans 7730,50 m. 22 marca 2010 odebrano ostatnie dane z łazika. Baterie słoneczne dostarczały około 185 W/sol (trwa marsjańska zima, co skutkuje niższym położeniem Słońca nad horyzontem i krótszym dniem). Planowana sesja łączności 30 marca 2010 nie doszła do skutku - 2001 Mars Odyssey nie odebrał sygnału od łazika. Centrum Kontroli w Pasadenie podejrzewa, że z uwagi na zbyt małą ilość energii łazik wszedł w tryb hibernacji i pozostanie w nim do czasu, aż ilość energii pozwoli na ponowne nawiązanie cykli łączności. Zakładano, że może to zająć kilka tygodni lub miesięcy. 24 maja 2011 roku NASA ogłosiła koniec misji i zrezygnowała z prób skontaktowania się z sondą."
Pierwsze kolorowe zdjęcie powierzchni Marsa- Spirit.

Panorama Marsjańska- Spirit. 




     Z powodu trudności w łączności między moim komputerem, a blogspot.com dalsza cześć posta pojawi się już niedługo. 

czwartek, 2 sierpnia 2012

Siedem minut horroru- Curiosity na Czerwonej Planecie.



      W NASA wrze.  Misja Mars Science Laboratory, która rozpoczęła się w listopadzie 2011 roku zbliża się do drugiego [pierwszy był start z Ziemi] najgorszego i najniebezpieczniejszego etapu, a mianowicie do lądowania na powierzchni Czerwonej Planety najbardziej zaawansowanego technologicznie łazika Curiosity [co znaczy ciekawość].


 

     'Siedem minut horroru' to film stworzony przez NASA, który prezentuje nam to co będzie działo się podczas najdziwniejszego lądowania w historii. Po pierwsze wszystko będzie sterowane komputerowo. Lądownik będzie całkowicie zdany na siebie- żadnej pomocy z Ziemi. Kolejnym elementem jest ciepło. Podczas wejścia do atmosfery Marsa powierzchnia lądownika rozgrzeje się do temperatury co najmniej powierzchni Słońca (1600 stopni Celsjusza!). Kolejnym problemem jest to, że lądownik powinien mocno zwolnic po wejściu w atmosferę by nie roztrzaskać się o powierzchnię planety. Atmosfera Marsa jest 200 razy rzadsza niż ziemska stąd statek zwolni do około 200 mil na godzinę, ale dalej będzie leciało około 1000 mil na godzinę a to jest około 161 000 km/h!!! Ponieważ będzie to ogromna prędkość wymyślono by statek wyhamował za pomocą gigantycznego spadochronu. Oczywiście sam spadochron wiele nie zdziała- statek zwolni o kolejne 200mil/h czyli zejdziemy do około 800mil/h. Gdy już zwolnimy dolna cześć statku odpadnie. Teraz statek będzie składał się z pojazdu Curiosity i wielkiego spadochronu. Ponieważ prędkość dalej będzie za wysoka nie ma wyjścia-... Curosity odpadnie od spadochronu i zacznie samotny lot. Oczywiście Curiosity nie spadnie tak po prostu z taką prędkością na powierzchnie- do kolejnego wyhamowywania posłużą silniki. Silniki te posłużą również w dokładnym wycelowaniu w miejsce lądowania. 20 metrów nad powierzchnią górna cześć pojazdu oderwie się a jego główna cześć opadnie delikatnie na linach i osiądzie na dnie olbrzymiego krateru na powierzchni Czerwonej Planety. Ten ogromnie szalony proces ma trwać zaledwie 7 minut....
      To wszystko już w poniedziałek 6 października 2012 roku.

środa, 25 lipca 2012

UFO? fakt czy fikcja?


   Zainspirowany kilkoma filmami popularnonaukowymi na temat pozaziemskich cywilizacji postanowiłem dokonac kilka prostych obliczeń, które mogą (może i naprawdę, a może tylko dla zabawy) oszacowac ile planet podobnych Ziemi, na których występuje jakiekolwiek życie może istniec w widzialnym Wszechświecie. Mowa tutaj o widzialnym Wszechświecie, czyli tym jaki my widzimy, który można dla uproszczenia przyjąc, że jest kulą o średnicy 28 miliardów lat świetlnych.
   Znalazłem na kilku stronach (najlepsza tutaj: http://wszechswiat.astrowww.pl/universe.html ), że w granicach widzialnego Wszechświata jest około 3 * 1022 galaktyk. Ponieważ w galaktykach znajduje się od 107 do 1012 gwiazd, my załóżmy, że jest ich w jednej galaktyce około 1010. Otrzymujemy wynik,że w granicach obserwacji jest około 1032 gwiazd. Załóżmy, że tylko 1% tych wszystkich gwiazd ma jakąkolwiek planetę, albo cokolwiek co planetę przypomina i otrzymujemy,że takich obiektów jest około 3*1030. Idąc dalej tym tokiem załóżmy, że tylko 0,01% tych obiektów nadaje się do jakiegokolwiek zamieszkania nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach jakie przetrwają najbardziej ekstremalne ekstremofile znane nam na Ziemi. Otrzymujemy 3*1026 obiektów, które mogłyby żyć na takich planetach. Idąc dalej tym tokiem myślenia dla przykładu załóżmy, że życie pojawia się raz na biliard przypadków (biliard to 1015 ). Otrzymujemy, że życie musiało powstać na co najmniej 3*1011 planet. Mało? Idąc dalej tym tokiem tylko co miliardowa cześć tych życ jest inteligentna... mamy 300 planet na których życie rozwinęło się chociaż w przybliżonym stopniu tak jak nasze. Oczywiście to jest tylko założenie... ale robi wrażenie... nieprawdaż?

czwartek, 19 lipca 2012

Ratowanie planety.



   Jakkolwiek można Georga Carlina besztać i nie przepadać za nim ze względu na jego poglądy... nie można przejść obojętnie obok tego co on głosi... w sumie głosił, niestety już nie może, bo nie żyje. Nawet mnie- może nie zagorzałego, ale jednak wiernego ratowaniu planety- filmik nakłonił do pewnych rozważań... które zdeformowały mój punkt widzenia.

czwartek, 5 lipca 2012

'Samolubny gen'

 


   Natchniony lekturą jednej z lepszych lektur jakie miałem ostatnio w rękach, a mianowicie 'Samolubnym genem' Richard'a Dawkins'a postanowiłem napomknąć coś na temat hipotezy 'samolubnego genu'. Pozwolę sobie od cytatu zaczerpniętego z samego źródła natchnienia do napisania tego posta, który powie nam trochę dlaczego określenie 'samolubny gen' nie jest do końca poprawne:
"Tytuł ten najlepiej wyjaśnić, ustalając, na co położony jest akcent. Zaakcentujemy 'samolubny', a czytelnik pomyśli, że książka jest o samolubstwie, podczas gdy tak naprawdę więcej uwagi poświęcono w niej altruizmowi. Tak więc słowem, na które w tytule pada nacisk, jest 'gen'- a oto dlaczego: Centralna debata toczona w łonie darwinizmu dotyczy tego, jaka to właściwie jednostka podlega doborowi: co tak naprawdę przeżywa lub nie przeżywa w konsekwencji doboru naturalnego. Ta jednostka stanie się z definicji samolubna."- cytat zaczerpnięty z wprowadzenia do wydania jubileuszowego.
    Warto byłoby sobie uzmysłowić, co tak naprawdę jest nieśmiertelne. Na pewno nie jest to ciało- dwa dni, kilka miesięcy,  kilkaset lat- nieważne, ale ciało zawsze kiedyś umrze. Może populacja? Też nie. Populacja także w końcu wyginie, albo 'rozmyje' się poprzez mieszanie z inną populacją. Może zatem gatunek? Też nie. W końcu gatunki też wymierają, ponieważ stworzone są przez populację, a te tworzone są przez pojedyncze osobniki. Ekosystem- też nie jest nieśmiertelny. Dochodzimy do konkluzji, że nieśmiertelne jest coś ukryte wewnątrz ciała, czy to człowieka, osy, bzu, kota. Tym czymś jest nasz materiał genetyczny, a dokładniej jego nośnik- DNA. Żeby nie było nieporozumień- pojedyncza cząstka DNA nie jest nieśmiertelna- ona żyje od kilkunastu godzin, w porywach do kilku/ kilkudziesięciu lat, ale nie jest nieśmiertelna. Informacja zapisana na DNA natomiast może, a nie musi być wieczna. Informacja ta zapisana jest za pomocą zasad azotowych ułożonych obok siebie w odpowiedniej kolejności i zaplątanej w podwójną , zakręconą helisę. Szeregi owych zasada azotowych ułożone w ściśle określonej kolejności kodują budowe wszystkich białek wytwarzanych w organizmie- dzięki czemu zapisane są w nich wielkośc, kształt, rozmiar, kolor, pokrój ciała, zachowania, popędy i bardzo wiele rzeczy. Każde białko powstaje dlatego, że jego budowa zapisana jest w DNA pod postacią genu. Ale czym jest gen? Ciężko zdefiniowac tak rozmytą, sztuczną strukturę. Pewnikiem jest to, że gen koduje strukturę białka, miejsce do którego trzeba to białko wysłac, zawiera instrukcje kiedy białko trzeba syntezowac. Można powiedziec, że jest to ściśle określony fragment chromosomu, na którym zapisane są instrukcje dotyczące budowy białek. Bardzo ciężko jest ustalic początek i koniec określonego genu. Ponieważ w genach zapisane są plany ciała pojawia się pierwsze  odnieniesienie do 'samolubności' genów. Ponieważ kierują one funkcjonowaniem organizmu, kierują również jego rozwojem zarodkowym. Dobór naturalny oczywiście faworyzuje takie cechy, które pomagają przetrwac w środowisku- dobór naturalny faworyzuje takie organizmy, które są zdolne do przenoszenia na kolejne pokolenia materiału genetycznego, a z tego prosty wniosek, że dobór naturalny faworyzuje takie geny, które potrawią współdziałając zbudowac maszyny zdolne do ich przenoszenia i przekazywania.  Gdy w ciele rodzica powstający zarodek jest w jakimś stopniu wadliwy i upośledzony jest spora szansa, że zostanie on zabity, dla dobra większości, ponieważ on miałby małe szansę, albo ich całkowity brak by przekazać swój materiał genetyczny dalej. Nawet jeśli upośledzony organizm będzie egzystował z wielkim prawdopodobieństwem nie będzie się on rozmnażał, dzięki czemu jest pewność, że jego wadliwe geny nie przejdą dalej i nie utrwalą się w populacji- słabe ogniwo zostanie wyeliminowane. Geny są również samolubne w stosunku do siebie. Widać to szczególnie w momencie zapłodnienia- gdy cześć materiału genetycznego ojca (w wypadku ludzi dokładnie 23 chromosomy pochodzą od ojca i taka sama liczba pochodzi od matki). Pokrótce przedstawię tutaj proces zapłodnienia. Każdy gen ma swoją określoną wersje zwaną allelem. Allele mogą być takie same, albo mogą się czymś różnic np. gen odpowiedzialny za kolor oczu występuje w formach allelu np. warunkującego oczy zielone, a inny allel genu koloru oczu warunkuje oczy brązowe. W wypadku zapłodnienia chromosomy ojca i matki mieszają się. Na przykładzie koloru oczu gdy chromosom matki ma 'zaprogramowane' w sobie geny odpowiadające za oczy niebieskie, a chromosom ojca ma w sobie zapisany 'przepis' na oczy brązowe, dziecko, które powstaje będzie miało oczy brązowe. Dlaczego? Ponieważ, geny odpowiedzialne za brązowy kolor oczu dziecka dominują nad oczami niebieskimi. Wystarczy tylko jeden allel odpowiedzialny za oczy brązowe i one się pojawią. Natomiast potrzeba już dwóch alleli odpowiadających za oczy niebieskie- w innym wypadku kolor ten nie ujawni się, natomiast może być przekazany kolejnym pokoleniom. Geny walczą ze sobą o prawa bytu- korzystniejsze wygrywają.
     W tym momencie możemy wysunąć pierwszy i jeden z najważniejszych wniosków, które przynajmniej moim zdaniem mają ewolucyjny sens. To nie organizm, nie populacja, gatunek, a nawet nie pojedyncza komórka, ale dopiero jej informacja genetyczna zapisana w DNA może być nieśmiertelna. Gdy określone geny pozwalają organizmowi na idealne przystosowanie się do panujących warunków środowiska i zapewniają owym genom stały przepływ przez pokolenia, dopóty geny te będą stale obecne w puli genowej danego organizmu. Może to trwać od kilku pokoleń do kilkuset milionów lat. A my, jesteśmy tylko maszynami podporządkowanymi naszym genom, które robią wszystko by jak najlepiej nas przystosować do środowiska, tylko po to, by samemu móc trwać. Drugim wnioskiem może być sens śmierci- gdy organizm przekaże swoje geny dalej i odchowa potomstwo może umierać, ponieważ jest już 'zużyty/ zbędny'. Dopóki organizm może przekazywać swoje geny potomstwu- do tego czasu ma sens jego egzystencja. W przeciwnym wypadku śmierć organizmu jest pożądana, chociażby z tego powodu by miejsce, pokarm itp. które on zabiera mógł zabierać tym razem organizm nowy, może ulepszony.

środa, 4 lipca 2012

Bozon Higgsa- MAMY GO!

     

     Naukowcy z CERN-u poinformowali właśnie o prawdopodobnym znalezieniu Boskiej Cząstki - bozonu Higgsa. Jeśli informacja ta zostanie ostatecznie potwierdzona, będzie to najważniejsze odkrycie fizyczne w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat! Kilkudziesięciu? Myślę, że jest to informacja na miarę stulecia, a może nawet i milenium.
kopalniawiedzy.pl donosi: "aukowcy pracujący przy eksperymentach ATLAS i CMS zaobserwowali w regionie 125-126 GeV sygnały, wskazujące na istnienie nieznanego dotychczas bozonu. Prawdopodobieństwo odkrycia określono na 5 sigma. Sami uczeni podkreślają, że uzyskali dopiero wstępne wyniki, a ich sprawdzanie musi jeszcze potrwać. Jednak to naprawdę nowa cząstka. Wiemy, że musi być to bozon i jest to najcięższy znany nam bozon - powiedział rzecznik eksperymentu CMS Joe Incandela.". Cudowne odkrycie... jedno z najpiękniejszych.
    Ale póki co, nie ma co się głowic nad tym jak działa cząstka Higgsa (o tym w następnych artykułach). Teraz należy świętować hucznie, jak jeszcze nigdy nie świętowano. Takie odkrycia nie zdarzają się tak po prostu.

niedziela, 24 czerwca 2012

Dieta Dukana- wady i minusy.

   


     Ostatnio przeglądając strony na temat diet (nie dlatego, że chciałbym się odchudzać, ale z ciekawości co ludzie o nich piszą) i natrafiłem na stronę vitalia.pl . Przeczytałem kilka postów w temacie "Dieta Dukana" i jestem lekko przerażony niedoinformowaniem, albo też ignorancją niektórych osób, które rzekomo te dietę stosują. Zanim przejdę do "zjechania" niektórych wypowiedzi forumowiczek, pokrótce przypomnę, czym jest osławiona Dieta 'doktora' Dukana. Najważniejszą informacją jest to, że owa dieta, jest dietą proteinową- co od razu powinno wskazać nam, że głupotą jest jej stosowanie, ze względu na ograniczenie do minimum spożywania węglowodanów i tłuszczy, które o ironio, są obok protein podstawowymi elementami naszego ciała. Pierre Dukan gwarantuje nam, że nie trzeba stosować przy diecie ćwiczeń (ta jasne...), a jedynie stosować się -do moim zdaniem- rygorystycznych wymogów dotyczących tego co ląduje na naszym talerzu.
     Zaczniemy od tego, że dietę podzielono na fazy. Pierwsza faza, bardzo słusznie nazwana "uderzeniową" polega na totalnym zakazie jedzenie czegokolwiek poza białkami. Nazwa fazy jest adekwatna do szkód jakie wyrządza jedzenie samych białek. Głupotą jest ograniczenie w ciągu bardzo krótkiego czasu do drastycznego minimum spożycia cukrów i tłuszczy. Osoby, które przez wiele lat (a zwykle takie sięgają po diety) jedzą codziennie naddawkowe ilości węglowodanów i lipidów w ciągu jednego dnia mają to odrzucić i zastąpić to czymś, czego ich organizm nigdy zbytnio nie używał bo nie ma potrzeby?! To jest dopiero czyste sado- maso. Pomijając subtelny fakt, że dla organizmu jest to jak odwyk (bardzo brutalny) co wiąże się z możliwością szoków insulinowych, nerwobólów, wymiotów, bólów głowy, żołądka, mięśni, osłabieniem, omdleniami, możliwym zawałem serca, wylewem, czy szalonym tempem, jest to czysty, ale bardzo zabójczy strzał w wątrobę i nerki, ponieważ te organy nie są przyzwyczajone do takich ilości białka jakie nagle muszą przetrawić, przerobić, posegregować, opakować i wydalić. Równie dobrze można strzelić sobie w wątrobę z karabinu maszynowego. Ale! wspaniałomyślnie w fazie 'uderzeniowej' są dopuszczone napoje w wersji light, czyli takie, które nie zawierają cukru... może i popularnej fruktozy, glukozy czy sacharozy w nich nie znajdziemy, bo one tego nie zawierają, ale osoba, której brakuje cukru (a raczej jego smaku) sięgając po te napoje wlewa w siebie ogromne dawki słodzików, które sztucznie nadają słodki smak napojom. Aspartam... tak, tak, temat oklepany- popularny środek słodzący, który oprócz tego, że jest 180 razy słodszy od cukru może oprócz słodkiego posmaku zagwarantować nam raka mózgu, żołądka i układu limfatycznego. Pomijam ten (również pomijany) fakt, że aspartam hydrolizuje w naszych organizmach do metanolu... no cóż, nie każdy musi wiedzieć, że metanol jest bardzo silną trucizną w niewielkich dawkach powodującą ślepotę, a w trochę większych, ale dalej niewielkich śmierć. Kogo to obchodzi? ważne, że jest słodki.
     Wracając do fazy mordowania (tzn. uderzeniowej), która musi potrwać minimum 10 dni (nie dziwie się, jakby potrwała np. 40 wątpię, że ktoś by dietę mógł ukończyć- chyba, że w piachu) następuje faza równowagi. Tutaj wspaniałomyślnie można co 2 dni jeść (oczywiście przy codziennym jedzeniu tylko i wyłącznie białek) warzywa. No niby fajnie- w końcu są one średnim, bo średnim, ale jednak magazynem niektórych(!) witamin NIEZBĘDNYCH do życia (dla niedoinformowanych- tak, witaminy są konieczne do życia i nie, organizm nie jest w stanie ich wyprodukować, a przynajmniej nie wszystkich), ale... niektóre (jak nie większość) warzyw spożywanych przez nas jest w co najmniej 50% zbudowana z białek. Więc w sumie wychodzi na to, że do spożywanych białek z fazy uderzeniowej dołączamy kolejne białka, plus minimalną, potrzebną do przeżycia ilość witamin, znikomą ilość cukrów i tłuszczów. Czysta perwersja. Nareszcie przechodzimy do fazy utrwalania wagi- na 1 kilogram stracony powinniśmy przez 10 dni go utrwalać, stąd np. jeśli stracimy 22 kilogramy musimy je utrwalać 220 dni. Możemy pozwolić sobie już na minimalne ilości cukrów, tłuszczy, a nawet [sic!] raz w tygodniu na dowolny posiłek. O ile zakład, że tym posiłkiem będzie super-extra-podwójny-hiper-zestaw z McDonald's itp.? W końcu załóżmy po jakiś 4 miesiącach jak już dojdziemy do tej fazy, czemu by raz na jakiś czas nie nażreć się super-extra-podwójnego-hiper-zestawu... przecież to tylko raz na tydzień. Gdy zbijemy naszą wagę (zakładając, że zwykle osoba chce zbić wagę o co najmniej 15 kilogramów- proste obliczenia mówią, że potrwałoby to około 7 miesięcy, jak nie więcej) dr. Pierre twierdzi, że wchodzimy w fazę "białkowe czwartki". Za cholerę nie wiem, czemu on twierdzi, że powinny być to właśnie czwartki!? Faza ta powinna trwać do końca życia... a jedyne co musisz robić to żreć przez cały tydzień co chcesz (dalej kusi super-extra-podwójny-hiper-zestaw?), a raz na tydzień- właśnie w czwartek- obowiązuje rygorystyczna dieta białkowa.
     Wracając do forumowiczek, które tak bardzo zachwalają te 'cudowną' dietę, przytoczę tutaj kilka fragmentów:

lsiaro: "Każda dieta to ubytek wody. Jeśli chodzi o zakwaszenie, to istnieje coś takiego, jak proszek zasadowy."- pozwolę sobie na mały komentarz- masz rację lsiaro... lepiej jeść proszki, tak dla profilaktyki. Na pewno medykamenty stosowane regularnie są zdrowe.

glorioza1977: "W Dukanie np.nie ma owoców to mnie też denerwowało.Zdrowo to nie znaczy jeść same białko ,bo organizm potrzebuje węglowodanów i dobrych tłuszczy."- brawo, chociaż jedna mądra.

Hedone: "Ja nie narzekam na dietę proteinową, nie mam problemów ze snem, z nerkami, nerwowością, czuję się dobrze, choć stosuję ją już prawie dwa i pół miesiąca."- masz racje, ale powinnaś napisać "teraz nie mam problemów"... to, że ma się szczęści i nie widzi się u siebie żadnych niekorzystnych zjawisk, nie znaczy, że wątroba wysiada, a nerki mają ochotę wyskoczyć z miejsca.

zaneta00005: "co wy widzicie w tej diecie niezdrowego????Badania mam jak noworodek,cholesterol trochę za wysoki,ale też nie robiłam go nigdy wcześniej,to nie wiem jaki był....Schudłam 22,5 kg,to chyba jest zdrowe....a nie chodzący ,dysząco-sapiący hipopotam.Każdy ma swój sposób na schudnięcie,ja go znalazłam w dukanie,świetnie sie  czuję i tego samego życzę każdej Vitalijce na swojej diecie...aby nie była ona męką,tylko przyjemnością!" - cieszymy się razem z Tobą. badania ok dzisiaj... miejmy nadzieję, że wątroba i nerki nie upomni się z czasem i nie odpłaci Ci tych katuszy jakie musiała przechodzić, byś schudła dumnie te Twoje 22,5 kg... jestem ciekawy jak u Ciebie z fazą "białkowych czwartków".

czerwony.kapturek: "najważniejsza zasada diety DUŻO PIJ ale to podstawowa zasada każdej diety i zdrowego odżywiania" - dużo pij- fajnie, ale szczegółem jest, że woda wypłukuje ważne, ważne i jeszcze raz ważne składniki, których dieta Dukana nie dostarcza...

Ja na zakończenie pozwolę sobie zacytować panią Górską:

"- Ta dieta jest straszna! Natura każe jeść wszystkiego po trosze. Białko w nadmiarze może prowadzić do kamicy nerkowej, niewydolności nerek, nadciśnienia, a w skrajnych przypadkach może skończyć się na dializach. Brakuje w tej diecie witamin rozpuszczalnych w wodzie, znajdujących się w warzywach i owocach. Dlatego brakuje nam antyoksydantów wzmacniających odporność, walczących z wolnymi rodnikami, zapobiegających chorobom cywilizacyjnym. Brakuje organizmowi błonnika, co sprzyja zaparciom, zaleganiu w jelitach nie strawionych resztek pokarmowych i metali ciężkich, co może prowadzić w skrajnych sytuacjach do nowotworu. 

Niedobór węglowodanów nie sprzyja organizmowi, ponieważ glukozy z nich pochodzącej potrzebuje mózg. Spada wydolność pracy mięśni, bo brak nam glikogenu pobieranego z węglowodanów. Przy jedzeniu wyłącznie protein w nieograniczonych ilościach może dojść do hiperwitaminozy (nadmiaru witamin rozpuszczalnych w tłuszczach), a z czasem do uszkodzenia wątroby, która je magazynuje. Nadmierne zakwaszanie organizmu może skutkować pojawieniem się dny moczanowej, a także osteoporozy."

małą dygresja... chyba lepiej jeść wszystkiego po trochu i codziennie ćwiczyć przez kilkanaście minut niż mordować organizm... który jednak jest nam przydatny.

niedziela, 17 czerwca 2012

2012 LZ1



2012 LZ1 asteroida, która dnia dzisiejszego (17.06.2012) przeleciała w odległości 5,4 milionów kilometrów od Ziemi. 2012 LZ1 została zakwalifikowana do potencjalnych obiektów zagrażających bezpieczeństwu ziemskiemu- jej średnica to około 500-700m i znalazła się w bardzo bliskiej odległości od Ziemi. Co więcej, została odkryta bardzo niedawno- w nocy z 10 na 11 czerwca 2012 roku. Bezpośrednie zagrożenie nie grozi nam na Ziemi, ponieważ nic nie wskazuję na to, że asteroida jest na torze kolizyjnym z planetą matką.
Miejmy nadzieję, że tak też pozostanie do jej spokojnego odlotu, a jedyne co nam dostarczy to nowe wiadomości oraz wrażenia estetyczna.


2012 LZ1 asteroid which today (06/17/2012) flew within 5.4 million kilometers from Earth. 2012 LZ1 was qualified as potential to endanger the safety earthly objects- its diameter is about 500-700m, and it flew in a very short distance from the Earth. What's more, it was discovered very recently, on the night of 10 to 11 June 2012. Immediate danger does not threaten us on Earth, because there is no indication that the asteroid is on a collision path with the mother planet.
Let us hope that it will remain so for the peaceful departure, and the only thing that we will provide will be a new information and aesthetic experience.

czwartek, 7 czerwca 2012

Convection-small problem of great importance. Konwekcja- mały problem, duże znaczenie.


   

      Konwekcja- prosty temat, który stawia wielu ludziom wiele problemów. Pomyślałem, że dobrze byłoby wytłumaczyć na czym to zjawisko polega, ponieważ spotykamy się z nim dość często, zaczynając od skali astronomicznej (prądy konwekcyjne w gwiazdach), schodząc na naszą Ziemię, gdzie konwekcja odgrywa wielką rolę w kształtowaniu powierzchni Ziemi, kończąc na gotowaniu wody w czajniku. Sam proces polega na przekazywaniu ciepła (tutaj kolejny problem, czym jest ciepło, ale o tym później) przez cząsteczki. Przez konwekcje można rozumieć ruch całości materii wywołany różnicą temperatur, co prowadzi do przenoszenia ciepła. Mówiąc o cieple mówimy o szybkości drgań i ruchu cząsteczki. Im cząsteczka szybciej się porusza, bardziej drga i częściej zderza się z innymi mówimy, że jest "cieplejsza" od innych cząstek. Dlatego np. w temperaturze 0 stopni Celsjusza woda zamarza, ponieważ cząsteczki wody zwalniają do tego stopnia, że zaczynają zestalać się ze sobą w kryształy lodu, natomiast przy 100 stopniach Celsjusza, cząsteczki kręcą się/ zderzają/ poruszają się tak szybko i z taką energią, że odbijając się od siebie "wypadają" z cieczy przechodząc w parę.

     Co do konwekcji wynika ona z faktu istnienia tzw. prądu konwekcyjnego. Powstaje on na skutek różnicy gęstości między obszarami o różnej temperaturze. Często mamy problem ze zrozumieniem, skąd różnica w gęstości np. w garnku z wodą, którą gotujemy. Musimy pamiętać, że wynika ona z tego, że w różnych temperaturach, różne substancje mają różną gęstość. Wyjaśnię to na przykładzie gotowania wody.
Załóżmy, że do garnka wlewamy wodę o temperaturze 10 stopni Celsjusza. Ma ona w tedy gęstość 999,7026 kg/m3. Podczas podgrzewania cząsteczki zaczynają przyspieszać, a gęstość malec, dlatego woda, znajdująca się na dnie naczynia osiąga pierwsza wyższą temperaturę, na skutek czego spada jej gęstość. Ponieważ spada gęstość ta część wody zaczyna się unosić do góry. Załóżmy, że woda ma temperaturę około 80 stopni Celsjusza na spodzie garnka i na skutek ochładzania przy powierzchni ma około 60 stopni Celsjusza. W tym momencie woda chłodniejsza ma gęstość wyższą od wody cieplejszej i zaczyna opadać na dno garnka, gdzie ponownie się ogrzeje, a woda, która jest cieplejsza unosi się, by znowu ostygnąć i wrócić na dno. Po pewnym czasie w naszym garnku tworzy się tzw. komórką konwekcyjna- czyli w miarę jednolity i stały tor, po którym porusza się woda o różnych temperaturach. Z komórkami takimi spotykamy się również w przyrodzie. Czasami patrząc na chmury widzimy, że są ułożone one w jednolitych pasach- powstają tak one ponieważ między pasami tworzą się rolki, które są komórkami konwekcyjnymi "trzymającymi" chmury w określonym położeniu.
   
     Jeśli chodzi o ruch tektoniczny, również wywołany jest on konwekcją w płaszczu Ziemi. Gazy, materia ogrzewa się ciepłem jądra Ziemi, dzięki czemu po czasie zostaje owa materia wypychana w kierunku płaszcza Ziemi. Ponieważ z reguły nie znajduje ta materia ujścia (np. wulkanu) oddaje ona ciepło płaszczowi, wprawiając go w ruch, co może prowadzić do jego rozrywania albo wypuklenia (tworzenie się pasm górskich). Gdy materia odda wystarczająco dużo ciepła wraca z powrotem do wnętrza Ziemi, by po kolejnym okresie ogrzewania powrócić.

***

     Convection-simple theme that puts a lot of problems. I thought it would be good to explain what this phenomenon is, as we meet with him quite often, starting with the astronomical scale (convection currents in the stars), going down to our earth, where convection plays a major role in shaping the Earth's surface, ending with boiling water in the kettle. The process itself involves the transfer of heat (another problem here, what is heat, but more on that later) by the particles. By convection it can be understood like a full motion of matter caused by temperature difference, which leads to heat transfer. Using "heat" we are talking about the speed of vibration and motion of the molecule. The particle is moving faster and they have more vibration and more often collides with the other, when they're "hotter" than other particles. So for example, at 0 degrees Celcjus water freezes, because the water molecules slow down to the "line" when they begin to solidify together in ice crystals. While at 100 degrees Celsius, the particles are spinning / collide / move so quickly and with such energy that the bouncing off each other it could making "fall out" of the liquid passing into steam.

     As for the convection, it follows from the existence of the so-called. convection current. It arises due to the difference in density between areas of different temperatures. We often have trouble understanding where the difference in density, eg in a pot with water, you cook. We must remember that it results from the fact that at different temperatures, different substances have different densities. Let me explain with an example boiling water.
Suppose you pour water into a pot temperature of 10 degrees Celsius. It is then the density of 999.7026 kg/m3. During the heating, molecule begins to moving faster, and the density of the water on the bottom getting higher temperature first, with the result that its density decreases. As the density decreases some of the water begins to float to the top. Assume that the water has a temperature of about 80 degrees Celsius at the bottom of the pot, and as a result of cooling at the surface is about 60 degrees Celsius. At this point the water cooler has a density higher than the warmer water and begins to fall to the bottom of the pot, where it is heated again and the water that is warmer rises to cool down again and go back to the bottom. After some time, in our so-called pot are created. convection cell, which is as uniform and continuous track, after which the water moves at different temperatures. From these cells we also encounter in nature. Sometimes looking at the clouds, we see that they are arranged in a single lane, so they are formed between the belts formed as rollers, convection cells that are "holding the" cloud in a particular position.

     When it comes to tectonic movement, it is also caused by convection in the mantle of the Earth. Gases, matter is heated into Earth's core, so that over time this matter is pushed toward the Earth's mantle. The heated material is not output (eg volcano) gives a warm into surface od Earth setting it in motion, which can lead to tearing or outgrowths (formation of mountain ranges). When the matter will give enough heat it's returns to the Center of the Earth.

very sorry for my broken English, but I try to do my best.

wtorek, 5 czerwca 2012

Ziemia Śnieżka


 

   "Z dwóch przeciwległych biegunów w kierunku równika ruszyły z ogromną siła i masą dwa przeciwległe lądolody. Ziemia Śnieżka przez kilkanaście milionów lat doznawała wielkiego zlodowacenia. Praktycznie 99% powierzchni, pokryte było grubą na kilka kilometrów warstwą lodu, poruszającego się i żłobiącego w jej skorupie. Czy życie miało szansę przetrwać? Czy komórki jakie zdążyły powstać zdołały przetrwać, czy też życie, po okresie zlodowacenia musiało powstać na nowo? Moim zdaniem życie zdołało przetrwać co potwierdza jedna z głównie wiodących teorii która mówi, że powstanie życia na naszej planecie było zdarzeniem jednorazowym i niepowtarzalnym. Jeśli jakieś życie mogło przetrwać, musiało albo dostosować się do panujących warunków środowiska (co jest mało prawdopodobne), albo uciekło ono w głąb oceanów, gdzie ewoluowało w pobliżu ciągle ciepłych kominów termalnych, które cały czas wyrzucały z siebie tony gorącej, bogatej w minerały wody.
     Po kolejnych kilku milionach lat coś się stało. Jądro Ziemi uległo potężnej aktywacji. Gazy zgromadzone w jego wnętrzu musiały znaleźć ujście. Aktywowanych zostaje setki wulkanów na całej Ziemi, które w bardzo krótkim czasie emitowały w atmosferę miliony ton dwutlenku węgla. Wcześniej ten sam gaz przyczynił się do globalnego ochłodzenia, teraz ponieważ nie miało go co absorbować, zaczął on tworzyć swoisty koc pokrywający Ziemię, przez co doszło do potężnego efektu szklarniowego, dzięki czemu lodowce zaczęły się topić. Stała się jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. W momencie zamarzania, gdy Ziemia „przygotowywała” się do ochłodzenia, woda zamykana w kryształach lodu, narażona była na ciągłe działanie promieniowania nadfioletowego. Dzięki temu powstał nadtlenek wodoru, który w momencie ocieplenia klimatu, zaczął rozpadać się na wodę i tlen. Do atmosfery oprócz dwutlenku węgla, zaczął się również dostawać tlen. W ciągu 15 milionów lat temperatura urosła do 30 stopni Celsjusza, a doba zwolniła do 22 godzin.  Ale co stało się z życiem? By się o tym dowiedzieć musimy zajrzeć w głąb oceanu."- fragment pracy, która właśnie jest w przygotowaniu.

wtorek, 22 maja 2012

Akryloamide- śmierć na talerzu. Acrylamide-death on a plate.


     

     

      Akryloamid, inaczej 2-propenoamid, związek należący do amidów (dokładniej do amidów kwasu akrylowego)- jeden z wielu niepożądanych elementów naszych potraw… ale na szczęście nie wszystkich.
                Akryloamid powstaje w reakcji między asparaginą, a cukrami redukującymi, ale czym to coś jest? Asparagina jest jednym z aminokwasów budującym białka. Jej największe stężenie występuje w nasionach, a także w płynach ustrojowych i międzytkankowych. Została ona wyizolowana w 1806 roku przez francuskich chemików Louis’a Nicolas’a Vauquelin oraz przez Pierre Jean’a Robiquet’a ze szparagów. Cukrami redukującymi natomiast nazywamy wszystkie węglowodany, które reagują pozytywnie z odczynnikami Fehlinga, Tollensa i Benedicta. Należą do nich głównie ketozy (np. maltoza i laktoza oraz niektóre aldozy. Ale co tak naprawdę mają do siebie cukry redukujące i asparagina?
                Serią reakcji chemicznych w której cukry redukujące i asparaginy pod wpływem ciepła łączą się dzięki czemu powstaje niechciany akryloamid nazywamy reakcją Maillarda. Podobnie jak karmelizacja, reakcja Maillarda należy do reakcji typu brązowienia nieenzymatycznego, a samą reakcję opisał w 1912 roku  Louis-Camille Maillard w ramach pracy doktorskiej.
                Akryloamid powstaje w temperaturze od 120^C do 180^C podczas obróbki termicznej produktów zawierających węglowodany i asparaginę (głównie podczas smażenia oraz pieczenia).  Najwięcej akryloamidu powstaje podczas procesów prowadzących do powstania chipsów, kawy rozpuszczalnej, ciast i niektórych gatunków pieczywa. Najmniej natomiast powstaje podczas obróbki termicznej produktów mięsnych- z tego względu, że mięso prawie całkowicie złożone jest z białka i bardzo mało jest w nim jakichkolwiek cukrów.
                Sam w sobie akryloamid jest silną neurotoksyną- toksyną działającą na ośrodkowy układ nerwowy. Może się on przyczyniać do zaburzeń w rozwijającym się organizmie dziecka, prowadzi do nowotworów przewodu pokarmowego, oraz może doprowadzać do zaburzeń w ośrodkowym układzie nerwowym.
                Warto odpuścić sobie raz na jakiś czas paczki chipsów, porcji frytek i śmieciowego jedzenia, na rzecz sałatek, warzyw i owoców, które zostały uprzednio ugotowane w celu chronienia organizmu przed akryloamidem? Może warto również czasami zabronić dziecku, lub nie kupować mu jedzenia z dużą zawartością akryloamidu na rzecz jego dobrego rozwoju?

***

     Acrylamide, otherwise 2-propenoamid, a compound belonging to the amide (more precisely the amides of acrylic acid) - one of the many undesirable elements of our dishes ... but thankfully not in all.

                Acrylamide is formed in the reaction between asparagine and reducing sugars, but what it is? Asparagine is one of the amino acids of protein. Highest concentration occurs in the seeds, as well as in body fluids. It was isolated in 1806 by French chemist Louis Nicolas Vauquelin and Pierre Jean Robiquet'a from the asparagus. Reducing sugars are carbohydrates, which react positively with the Fehling reagent, Tollens and Benedict. These are mainly ketosis (maltose and lactose), and some aldoses. But what really are to each other reducing sugars and asparagine?
             
      Series of chemical reactions in which reducing sugars and asparagine by heat combine into acrylamide called the Maillard reaction. Like caramelisation, the Maillard reaction is a non-enzymatic browning reaction type, and it was described in 1912 by Louis-Camille Maillard.


                Acrylamide is formed at temperatures from 120 to 180 ^ C ^ C during thermal processing of products containing carbohydrates and asparagine (mainly during frying and baking). Most acrylamide is formed during the processes leading to the formation of chips, coffee, pastries and some breads. While the lowest is formed during thermal processing of meat products, for this reason that the meat is almost entirely composed of protein and very little in it of any sugars.

                By itself, acrylamide is a potent neurotoxin, toxin acting on the central nervous system. It could contribute to disorders in the developing child's body, leading to gastrointestinal cancers, and may lead to disturbances in the central nervous system.

                Think! Can it be good to not buy package of potato chips, French fries and portions of junk food in favor of salads, vegetables and fruits that have been previously boiled in order to protect the body from acrylamide? Maybe sometimes we should also prohibit the child, or not to buy him food with high levels of acrylamide in favor of his good development?

wtorek, 15 maja 2012

Iintergalactic cannibalism.

     From the perspective of human life, the great galaxy collisions are not possible, and the universe seems to be static, motionless, quiet and durable. Well ... wrong. Our understanding of the time scale is at least too narrow. For us, 10 years, 100 years, or even 1,000 years is a very large periods of time- for universe its very small snippets of his "cosmic days." For comparison, in my view, our human days, it's like for the world one million years. I think this comparison is valid. Therefore, because of our earthly life is too short and the possibility of observation of space we can't and probably will not be able to observe even a single, total, complete, from beginning to end collisions between galaxies.

     Collisions between galaxies are in the scale of the Universe (all references to time in this article, I'll refer to the "Space Days") are on the agenda. Almost every day somewhere in the space in the universe galaxies collide. But ... whether the word "collision" is the right word? No. These collisions are not full of explosions, fireworks, sounds, and anything that is a special effect, no! These "collisions" of galaxies are silent, very peaceful and long-term process in which the two galaxies are mixed together. This process is very slow, there are no unnecessary special effects. Even in these processes of merging galaxies almost never comes to collisions between stars [sic!] - and that's because the celestial bodies in the form of stars / planets represent only 0.0005% of the entire galaxy.

     But! systems of galaxies, which are "clash" is not simply fly by himself without any harm, and not merge with each other in one moment. This can be more comparable with the ball striking the ground. At the first meeting of the galaxies are mixed together, pass through each other and move away slightly, but after that, galaxies again get close to each other, re-mix, and so until reach the stable state. Therefore, the two spiral galaxies mixing together form an elliptical galaxy.


Here I present you some pictures of interacting galaxies.
Collision of two galaxies (NGC 4038 and NGC 4039) called "insect antennae".
Collisions of two galaxies (NGC 2207 and IC- 2163) in Great Dog Constellation.
Collision of two galaxies (NGC 6872 and NGC 4970) in the
Peacock Constellation.


wtorek, 8 maja 2012

Samotne planety. Lonely planets

 
    Według naukowców z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CFA), miliardy gwiazd w naszej galaktyce przechwyciły planety, które wcześniej uciekły z orbit swoich gwiazd macierzystych.

     Rok temu kopalniawiedzy.pl doniosła, o odkryciu naukowców na temat tego, że miliardy planet nie obracają się wokół gwiazd, ale przemierzają przestrzeń inter-galaktyczną samotnie. Teraz dowiadujemy się, że takie planety mogą być przechwytywane przez gwiazdy w pobliżu których przelatują. To wyjaśnia istnienie systemów gdzie orbity planet są bardzo odległe od gwiazd, lub w których planety obracają się w stosunku do innych planet układu pod różnymi kontami, lub w odwrotnym kierunku.

      Na potrzeby najnowszych badań Thijs Kouwenhoven i Perets z Uniwersytetu Pekińskiego przeprowadzili symulację młodej gromady gwiazd, gdzie planety nie są związane z żadną z gwiazd. Symulacje wykazały, że jeśli planety te poruszają się chaotycznie, to 3 do 6 procent z nich zostanie złapany przez gwiazdy. Im masywniejsza gwiazda, tym większe prawdopodobieństwo przechwycenia samotnej planety.

      Naukowcy badali symulację dla młodej gromady gwiazd ponieważ gwiazdy i planety znajdują się w niej bliżej niż w układach o większym stażu. Z czasem, w wyniku interakcji pomiędzy gwiazdami owej gromady grupa rozwija się i znika (wzajemne pożeranie się gwiazd), a z tym związane jest nieuniknione zwiększenie odległości między elementami układu, więc prawdopodobieństwo przechwycenia planety przez gwiazdy szybko spada.

      Planety są prawdopodobnie bardzo często wyrzucane ze swoich orbit. Kiedy układu planetarny zaczyna się formować sytuacja wypychania planet z orbit i ich pozorna ucieczka następuje najczęściej gdy dwie planety silnie na siebie oddziałują. Wtedy jedna z nich zostaje wyrzucona z orbity i rozpoczyna samotną wędrówkę. Kiedy spotyka po drodze gwiazdę, która porusza się z taką samą prędkością i w tym samym kierunku, samotna planeta może do niej dołączyć. Zazwyczaj planety które zostały przechwycone przez gwiazdy krążą dookoła centrum systemu planetarnego setki lub nawet tysiące razy dalej od gwiazdy do której zostały przyłączone niż Ziemia oddalona jest od Słońce.


***

   According to scientists from the Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA), billions of stars in our galaxy intercepted planet that had previously escaped from the orbits of their parent stars.

     A year ago kopalniawiedzy.pl reported that researchers found that the billions of planets may not revolve around the stars, but they are travelling through the space alone. Now we learn that such planets can be captured by the star. It explain the existence of systems where the orbits of planets are very distant from the stars.

     For the purpose of the latest research  Thijs Kouwenhoven and Perets from Peking University conducted a simulation of a young cluster of stars where planets are not related to any of the orbits of the stars. The simulations showed that if planets are the same as the stars, is 3 to 6 percent of them will be captured by the star. The more massive star, the more likely capture the lonely planet.

     Scientists have studied young cluster because stars and planets are closer. With time, the result of interactions between the stars, the cluster expands and disappears. Increase the distance, so the probability of intercepting the planet by the star rapidly decreases.

     The planets are probably very often ejected from their orbits. When formed into a planetary system it may occur when the two planets interact strongly. Then one of them is thrown out of orbit and begin a lonely journey. When you meet along the way a star that is moving at the same speed in the same direction, can be captured by it.

     Usually orbit the planet is seized hundreds or even thousands of times more distant from the star than the Earth orbits the Sun. It can be much inclined to the orbits of the planets 'parent' of a star, and even move in the opposite direction to them.

środa, 2 maja 2012

Jak wygląda dziesiąty wymiar? Imagining the TENTH Dimension.


     Jak dla mnie jest to jeden z najlepszych filmików, jakie możemy znaleźć na youtube.com, który pokazuje nam poważny problem w bardzo prosty, zabawny, ale mimo tego totalnie naukowy sposób, który każdy (przy odrobinie zacięcia, chęci i zrozumienia) może zrozumieć. Nie chciałbym przedłużać, ale polecam obejrzeć ten filmik kilka razy.  Dla normalnych ludzi wizja dziesiątego wymiaru jest nieosiągalna, ale ten film udowadnia nam, że dziesiąty wymiar można zobaczyć na ekranach naszych komputerów.

***

     For me, this is one of the best films showing a serious problem in a simple, funny, but totaly scientific way that everyone can understand. I do not want to extend, but I recommend to view this movie several times. For a normal human concept of the tenth dimension is inconceivable, but this film proves us that ten dimensions we can see on the screen of our computer.



Subtitles in the film is in Polish.