wtorek, 14 sierpnia 2012

Kometa Halleya- cykl 'O obiektach Układu Słonecznego'.

zdjęcie komety Halley'a  wykonane 8 marca 1986 roku. 
 
   Kolejnym obiektem, który chciałbym przybliżyć w ramach cyklu "O obiektach Układu Słonecznego" jest kometa Halleya. Jest to jedna z najpopularniejszych komet krótkookresowych dostrzeżona przez Edmunda Halleya i badana przez niego- Halley na podstawie zapisków wyznaczył kolejny rok jej pojawienia- kometa pojawiła się i potwierdziła tym samym, że wszystkie wcześniejsze obserwacje dotyczyły właśnie jej.
  Okres obiegu komety Halleya dookoła Słońca wynosi około 76 lat- chociaż zdarzały się odstępstwa (najkrótszy zanotowany dotąd okres wynosił 74,5 roku, a najdłuższy 79 lat).
   Jądro komety Halleya ma sporę rozmiary. Wyznaczono, że jego szerokość wynosi około 8 kilometrów, długość około 16 kilometrów, a wysokość podobnie jak szerokość też około 8 kilometrów. Obliczono na podstawie obserwacji, że przy każdorazowym zbliżeniu się do Słońca kometa traci około 250 mln ton materii w niej zawartych co może świadczyć, że ostatni przelot komety odbędzie się za około 170 00 lat.
   Mimo częstych powrotów komety Halleya bardzo mało o niej wiemy. Sytuacje z czego jest zbudowana dostarczyła nam w 1986 roku sonda Giotto. Dzięki wykonanym przez sondę zdjęciom dowiedzieliśmy się, że kometę pokrywa cienka warstwa nieznanego materiału. Prawdopodobnie pod skorupą znajduje się lód, skały i nieznany nam materiał organiczny odporny na wysokie temperatury.
   Najbliższy przelot komety będzie miał prawdopodobnie miejsce 28 lipca 2061 roku.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Curiosity wylądował na Marsie!


Jak podaje NASA o godzinie 7,31 czasu polskiego łazik Curiosity wylądował na powierzchni Czerwonej Planety.

"Po trwającym 36 tygodni locie z Ziemi na Marsa i pokonaniu 567 milionów kilometrów sonda weszła w marsjańską atmosferę z prędkością 21 tysięcy km/h. Starannie zaplanowana procedura hamowania sprawiła, że pojazd wytracił prędkość i bezpiecznie znalazł się powierzchni planety.
Operację lądowania wspierały sondy znajdujące się już od kilku lat na orbicie wokół Marsa – dwie amerykańskie: Mars Odyssey i Mars Reconnaissance Orbiter oraz jedna europejska: Mars Express. Główną ich rolą w trakcie operacji lądowania było rejestrowanie sygnałów od lądownika i przekazanie ich na Ziemię.
Sygnały potwierdzające udane lądowanie dotarły do centrum kontroli lotu o 7:31 polskiego czasu.
Łazik Curiosity (ang. ciekawość) będzie eksplorował powierzchnię Czerwonej Planety przez 98 tygodni. Potrafi pokonywać przeszkody o wysokości do 65 cm i podróżować do 200 metrów dziennie. Koszt misji wyniósł 2,5 miliarda dolarów.
Curiosity będzie badać geologię Marsa, promieniowanie docierające do powierzchni planety (np. promieniowanie kosmiczne), monitorować klimat, a także sprawdzi czy na Czerwonej Planecie występowały kiedyś warunki sprzyjające życiu". 

niedziela, 5 sierpnia 2012

Obłok Oorta- cykl 'O obiektach Układu Słonecznego'.

Obłok Oorta.
   
    Z ostatniego artykułu na temat pierwszej planety od Słońca- Merkurego- przenieśmy się teraz trochę dalej w głąb Układu Słonecznego... znacznie dalej, bo aż od 300 do 1000 jednostek astronomicznych od Słońca (1 jednostka astronomiczna to odległość Ziemia- Słońce). Obłok Oorta jest hipotetycznym tworem, który moim zdaniem można przyrównać z granicą Układu Słonecznego.
    Pochodzenie obłoku Oorta nie jest dotychczas potwierdzony. Przypuszcza się, że powstał on podczas formowania się Układu Słonecznego, a ściślej z resztek wyrzucanych w przestrzeń dzięki oddziaływaniom z gazowymi olbrzymami. Podobnie jak powstanie obłoku nie jest potwierdzone tak samo jego istnienie nie zostało dotąd bezpośrednio zarejestrowane. Mimo tego, że go nie widzimy, wiemy, że prawdopodobnie on tam jest, a wskazują na to np. komety długookresowe. Kometami długookresowymi nazywamy takie, których orbita jest bardzo rozciągnięta, a jeden pełny czas jej przeloty wynosi tysiące lat. Typowym przykładem takiej komety jest Kometa Hale'a-Boppa. Obok komet długookresowych w skład obłoku Oorta wchodzą jeszcze 4 inne znane nam dzisiaj obiekty, które posiadają na tyle wydłużoną orbitę, że można je do obłoku zaliczyć: 90377 Sedna, 2008 KV42, (308933) 2006 SQ372, (148209) 2000 CR105.
Sedna- wizja artysty.
Widok Słońca z powierzchni Sedny- wizja artysty.
        Teraz najlepiej zapuście sobie mroczną muzykę (najlepiej Symphonies of the Planets- NASA Voyager Recordings) ponieważ spróbujemy sobie wyjaśnić czym są owe 4 obiekty, kryjące się pod nietypowymi nazwami. Wszystkie są typowymi planetoidami o bardzo wydłużonych orbitach, których czas obiektu wynosi tysiące lat ziemskich. Żeby zrobiło się jeszcze bardziej dziwnie skoncentrujemy się na Sedna- planetoidzie odkrytej w 2003 roku. Okrąża ona Słońce co 12600 lat. Jest ona średniej wielkości planetoidą- jej średnica wynosi około 995km. Jej temperatura powierzchniowa to około -240 stopni Celsjusza. Ze względu na swoją wielkość Sedna zostanie prawdopodobnie zaliczona do grona planet karłowatych, a w przyszłości może posłużyć jako baza wypadowa poza granicę naszego Układu Słonecznego.

Kometa Hale'a-Boppa.
     Ponieważ obłok Oorta znajduje się bardzo daleko od centrum Układu Słonecznego wpływają na niego oddziaływania grawitacyjne pochodzące z innych gwiazd. Najbliższą nam gwiazdą jest Proxima Centauri, która znajduje się w jednej trzeciej odległości od obłoku Oorta. Na oddziaływania z innymi gwiazdami wskazuje fakty wydłużenia orbit komet długookresowych.
   Ciekawostką może być też to, że nasze Słońce może mieć obok siebie towarzysza- Brązowego Karła. Brązowe Karły są to obiekty, które są nieudanymi gwiazdami. Wskazuje na to fakt oddziaływań grawitacyjnych oraz okresowych deszczów komet ku centrum Układu Słonecznego. Obecność w obłoku Oorta Brązowego Karła jest postulowana od dawna. Mimo tego, że nikt owego obiektu nie zarejestrował dostał on już swoją nazwę- Nemezis.

sobota, 4 sierpnia 2012

Merkury- pierwsza planeta cyklu... 'O obiektach Układu Słonecznego'.

Fotografia powierzchni Merkurego wykonana przez sondę Messenger.

      Zafascynowały mnie ostatnio planety i obiekty obecne w naszym Układzie Słonecznym. Pragnę opisać tutaj najciekawsze obiekty, które możemy spotkać podczas podróży w naszym otoczeniu i po krótce przedstawić owe obiekty.
      Merkury jest najbliższą Słońcu, a zarazem i najmniejszą planetą obecną w naszym Układzie Słonecznym. Jest ona położona bardzo blisko Słońca bo około 0,38 jednostki astronomicznej (wynosi to średnio 57 909 176 km). Sam Merkury przypomina powierzchnią najbliższy obiekt kosmiczny towarzyszący Ziemi- Księżyc. Jest to planeta skalista. Obecne są na niej bardzo liczne krateru uderzeniowe oraz brak atmosfery. Ta mała planeta o powierzchni wynoszącej 0,1 powierzchni Ziemi jest bardzo nietypowym miejscem- od strony zwróconej ku Słońcu temperatura powierzchni oscyluje w przedziale 430 stopni Celsjusza, natomiast w tym samym czasie na przeciwległym biegunie (czyli tym zwróconym w stronę przeciwną niż Słońce) temperatura spada do -185 stopni Celsjusza. Ciekawą rzeczą jest, że Merkury posiada ogromne żelazne jądro, które zajmuje ponad 40% objętości planety (ziemskie jądro stanowi jedynie 17% objętości planety).
     W momencie powstawania Merkurego (około 4,6 miliarda lat temu) była to jedna z nielicznych planet, która otrzymała ogromną ilość uderzeń od planetoid, asteroid i komet, które w owym czasie bardzo licznie przemierzały przestrzeń międzyplanetarną. Ogromną niespodzianką jest, że mimo bliskiej obecności Słońca na planecie znajduje się lód taki jaki możemy spotkać na Ziemi. Prawdopodobnie lód znajduje się głęboko na dnie ogromnych kraterów, gdzie nie docierają promienie słoneczne.
Fotografia powierzchni Merkurego wykonana przez sondę Mariner. Plamy po prawej stronie spowodowane są niesfotografowaniem tamtego rejony, ponieważ cały obraz jest mozaiką złożoną z wielu zdjęć. 
   
     Z uwagi na bliskość Słońca Merkury wyróżnia się bardzo nietypowym rozkładem dni. Jeden dzień merkuriański trwa mniej więcej jedną trzecią czasu jaki planeta potrzebuje na okrążenie Słońca (1 dzień merkuriański wynosi ponad 58 dni ziemskich).
     Najlepszym momentem do obserwacji Merkurego są wczesne godziny poranne podczas wschodu Słońca, oraz końcowe etapy jego zachodu. Wynika to z faktu, że w ciągu dnia bez specjalistycznego sprzętu Merkury ginie w blasku Słońca i bardzo ciężko jest go zaobserwować.
     Pierwszym statkiem kosmicznym, który dotarł do Merkurego, był Mariner 10 wysłany przez NASA. Sonda wykonała kilka tysięcy zdjęć powierzchni planety w latach 1974–1975, co dostarczyło nam wiele nowych, wcześniej nie znanych informacji. ''Mariner 10 użył asysty grawitacyjnej Wenus, by zbliżyć się do Merkurego 29 marca 1974. Był to pierwszy przypadek wykorzystania przyciągania jednego obiektu, by osiągnąć inny cel. Równocześnie Mariner 10 był pierwszym pojazdem kosmicznym, który w ciągu jednej misji odwiedził dwie planety''.
     Merkury nie posiada księżyców- możliwe, że jest to spowodowane jego niewielką grawitacją oraz bliskością Słońca, które mogłoby takie obiekty przyciągnąć do siebie, lub wyrzucić w przestrzeń kosmiczną.

piątek, 3 sierpnia 2012

Duchy przeszłości- odyseja Marsjańska. Cześć 2.

Pojazd Oppoturnity- jeden z ostatnich testów stanu technicznego pojazdu. 
       Misja rozpoczęła się w dniu lądowania pojazdu na Marsie, czyli 25 stycznia 2004 roku i została zaplanowana na 90 marsjańskich dni. Została ona wielokrotnie przedłużona i trwa nadal. Do 18 maja 2011 roku pojazd spędził na powierzchni Marsa 2600 dni i przebył dystans 29 709,29 metra. Podobnie jak w wypadku Spirit jest tak wiele do opisania pozwolę sobie tutaj zacytować Wikipedię.
"Już w miejscu lądowania w Kraterze Orła łazik odnalazł liczne odsłonięcia skalne, których badaniem zajmował się przez pierwszy miesiąc. Następnie wyruszył w kierunku niedalekiego krateru Endurance o 130-metrowej średnicy. Pojazd okrążył krater i po wybraniu odpowiedniego miejsca wjechał do jego wnętrza, aby tam badać odsłonięte warstwy skalne, mimo obaw, że luźny materiał na dnie krateru nie pozwoli mu go opuścić. Badania krateru zajęły łazikowi ok. 180 marsjańskich dni.

Na początku 2005 roku Opportunity opuścił krater Endurance, odnajdując własną osłonę cieplną używaną przy wejściu w atmosferę, a w niewielkiej odległości także pierwszy meteoryt odkryty na innej planecie. Następnie wyruszył na południe, w kierunku widocznych z orbity większych kraterów Erebus i Victoria. Pojazd kontynuował badania aż do 25 kwietnia 2005, kiedy to ugrzązł w piaszczystej wydmie. Tkwił tam niemal bez ruchu przez ponad miesiąc. Nie wykonano żadnego poważniejszego manewru w obawie o uszkodzenie mechanizmu napędowego. Po przeprowadzeniu symulacji oraz niewielkiego testu, pojazd uruchomiono ponownie 4 czerwca. Jak miało się okazać, nie był to ostatni tego typu problem.
Na przełomie 2005 i 2006 roku łazik badał płytki, zerodowany i częściowo zasypany pyłem krater Erebus. W międzyczasie nad równiną Meridiani przeszła burza piaskowa trwająca trzy dni, którą łazik przetrwał, ale dopiero prawie trzy tygodnie później wiatr oczyścił panele słoneczne na tyle, aby osiągnęły 80% wydajności. Niedługo potem jeden z silników wysięgnika z narzędziami geologicznymi odmówił posłuszeństwa, wskutek silnych wahań temperatury. Problem udało się rozwiązać, jednak od tamtej pory ramię wysięgnika składane było tylko podczas jazdy.

Od września 2006 do sierpnia 2008 roku łazik prowadził badania krateru Victoria o średnicy 750 m, największego i najgłębszego z dotychczas napotkanych. W czerwcu 2007 roku na Marsie zaczął się sezon intensywnych burz piaskowych, sprawiając że oba łaziki misji MER uzyskiwały bardzo mało energii z paneli słonecznych. W sierpniu burze piaskowe osłabły i łazik Opportunity był w stanie przesłać nowe zdjęcia, a także podjąć dalszą wędrówkę. W listopadzie pojazd wjechał na wewnętrzne zbocze krateru.

Na początku 2008 roku łazik kontynuował badania skał wewnątrz krateru; w międzyczasie pojawiły się kolejne problemy z wysięgnikiem, który ostatecznie został zablokowany w wysuniętej pozycji. W czerwcu łazik znalazł się w niebezpiecznej pozycji na nachylonym zboczu, kilkukrotnie ześlizgując się; ostatecznie w sierpniu wydostał się z krateru i zakończył jego badania. Pojazd wyruszył w dalszą drogę, kierując się ku nowemu celowi: odległemu o 12 kilometrów kraterowi Endeavour o średnicy 22 kilometrów. Obserwacje ze sztucznych satelitów krążących wokół Marsa wskazują, że znajdują się w nim odsłonięte sekwencje skał o wielokrotnie większej miąższości niż w kraterach Endurance i Victoria, których badania mogą znacznie poszerzyć naszą wiedzę o historii geologicznej planety, a także występują w nim minerały ilaste, które mogły uformować się w cieplejszym i wilgotniejszym okresie. Od 30 listopada do 13 grudnia Mars był w koniunkcji ze Słońcem, przez co komunikacja z łazikami była niemożliwa; w tym czasie Opportunity samodzielnie prowadził badania skały nazwanej "Santorini". Od sierpnia 2008 do sierpnia 2011 roku łazik podróżował przez równinę pomiędzy kraterami Victoria i Endeavour, napotykając mniejsze kratery, a także kilka meteorytów. W maju 2010 roku ustalono, że Opportunity musi pokonać dłuższą, 19-kilometrową drogę, aby ominąć potencjalnie niebezpieczne wydmy. 15 grudnia 2010 r. łazik dotarł do krateru Santa Maria o 90-metrowej średnicy, w marcu 2011 roku zakończył badania skał na jego krawędzi i podjął dalszą wędrówkę. 9 sierpnia 2011 roku, po przejechaniu 21 km od krateru Victoria, łazik Opportunity dotarł na krawędź krateru Endeavour."

Panorama krateru Victorii- Opportunity.

Panorama krateru Eagle- Opportunity.

   Kolejną bezzałogową misją na Marsa był brytyjski lądownik Beagle 2, który niestety nie osiągnął powierzchni planety. W roku 2003 miał wylądować na powierzchni Marsa, jednak w czasie tej procedury łączność między nim a statkiem matką Mars Express została utracona. Potwierdzenie lądowania miało dotrzeć na Ziemię 25 grudnia 2003 roku, jednak tak się nie stało. Dnia 6 lutego 2004 Beagle 2 został oficjalnie uznany za utracony.
Phoenix.

Przedostatnią bezzałogową misją na Marsa była sonda Phoenix, która 26 maja 2008 roku wylądowała w okolicach okołobiegunowych Marsa. Najważniejszym odkryciem dokonanym przez Phoenix było potwierdzenie odnalezienia na Marsie lodu wodnego. Sam fakt istnienia wody na Marsie był już od dawna dyskutowany i praktycznie pewny- natomiast to Phoenix pozwolił ostatecznie potwierdzić jej istnienie na Czerwonej Planecie. 10 listopada 2008 roku NASA ogłosiło zakończenie misji. Ostatni kontakt z lądownikiem udało się nawiązać 2 listopada 2008 roku.
Lądowanie Phoenix na powierzchni Marsa- wizja artysty.


  Ostatnią bezzałogową sondą, która ma dotknąć powierzchni Marsa jest sonda Curiosity, która już w najbliższy poniedziałek- 6 października 2012- dotknie powierzchni Marsa. Gdy tylko to nastąpi pojawi się tutaj specjalny post poświęcony tylko i wyłącznie owej sądzie. 

Duchy przeszłości- odyseja Marsjańska. Cześć 1.

 
   Ponieważ już 6 października dokona się [miejmy nadzieję] kolejny krok ludzkości w próbach dążących do skolonizowania innych planet- gdy Curiosity z powodzeniem osiądzie na powierzchni naszego czerwonego sąsiada- postanowiłem zrobić krótką serię dotyczącą innych łazików. Chciałbym pokrótce przedstawić Wam łaziki które z powodzeniem, a czasami i bez niego próbowały osiągnąć Czerwonej Planety. W końcu dzięki każdemu z tamtych łazików wiemy więcej, dzięki każdemu z nich dokonaliśmy kolejnych odkryć i udoskonaliliśmy naszą technikę, zdobyliśmy nowe doświadczenia co pomogło i będzie pomagało w coraz to lepszym konstruowaniu nowych statków- miejmy nadzieję załogowych., które dotrą z powodzeniem na Marsa.
Mars 3
   
         Mars 3- pierwszy, radziecki lądownik, który jako pierwszy w historii dotknął marsjańskiego gruntu. Jego misja trwała od  od grudnia 1971 do maja 1972. Jego zadaniem było sfotografowanie Marsa z jego orbity, badania pola magnetycznego planety, pomiar natężeń wiatru słonecznego oraz zbadanie atmosfery planety. Wewnątrz lądownika Mars 3 w jego wnętrzu umieszczony był pojazd Prop- M, który miał zostac wypuszczony z lądownika i podjechać w pole widzenia kamery pokładowej. Niestety po udanym lądowaniu po niecałych 15 sekundach łączność Ziemia- Mars 3 została przerwana. Misja zakończyła się awarią sprzętu . Lądownik osiągnął powierzchni planety 2 grudnia 1971 o 13:49, a ostatnie sygnały wysłał o 13.50 tego samego dnia. Nie można mówić, że misja całkowicie była stracona. Był to w końcu pierwszy statek, który osiągnął Marsa. Przesłał on nam [bytując na orbicie] wiele fotografii Czerwonej Planety, a jego ostatnim zdjęciem było to wykonane zaraz po jego osiągnięciu powierzchni.
Ostatnie zdjęcie wykonane przez lądownik Mars 3. Prawdopodobnie przedstawia horyzont na Czerwonej Planecie. 

Viking 1
      Następną sondą, która z powodzeniem dotarła i osiągnęła powierzchni Marsa była wysłana przez NASA 20 sierpnia 1975 roku sonda Viking 1. Po dziesięciu miesiącach lotu w stronę planety i pobycie sondy na orbicie Marsa zostało wykonanych wiele dokładnych zdjęc i pomiarów. Lądownik dotknął powierzchni Marsa 20 lipca 19765 roku o godzinie 11:56:06 czasu uniwersalnego. Transmisja pierwszych zdjęć powierzchni Marsa nastąpiła 25 sekund po lądowaniu. Lądownik z powodzeniem pracował, wykonywał zdjęcia oraz dokonywał pomiarów do 13 listopada 1982, kiedy to wadliwa komenda wysłana przez kontrolę naziemną spowodowała utratę kontaktu z łazikiem.


Pierwsze zdjęcie powierzchni Marsa wykonane przez Viking 1 25 sekund po lądowaniu. 


Zdjęcie kamienia 'Big Joe' o wysokości około 2m.
Zdjęcie wykonane przez Viking 1.

Marsjański zachód Słońca- Viking 1.

Sonda Sojourner.
     Mars Pathfinder- sonda wysłana przez NASA, której start odbył się 4 grudnia 1996 roku, a która już 4 lipca 1997 roku wysłała pierwsze zdjęcia powierzchni Marsa. Sonda składała się z 2 modułów: lądownika i marsjańskiego pojazdu Sojournera. Transmisja danych z Sojournera zakończyła się 27 września 1997 z powodu wyczerpania baterii pojazdu. Głównym zdaniem sądy było dotarcie do ciekawych skład, które stały się obiektem badań na podstawie wcześniejszych zdjęc powierzchni Marsa. W trakcie trwania misji łazik wysłał 550 zdjęć powierzchni, dokonał 15 analiz chemicznych oraz przebył 52 metry. Poniżej zamieszam 2 najważniejsze zdjęcia wykonane przez Sojourner.
Powierzchnia Marsa. Zdjęcie wykonane przez lądownik. Widać na nim pojazd Soujourner. 
Tym razem zdjęcie wykonane przez Soujourner przedstawiające jego lądownik. 

Mer- A.
     Mer-A o nieoficjalnej nazwie Spirit- misja NASA prowadzona równocześnie z Mer-B [Oportunity] wysłana w kierunku Czerwonej planety 10 czerwca 2003, o godzinie 17:58:47 czasu GMT. Lądownik wylądował na powierzchni Marsa 4 stycznia 2004 roku w kraterze Gusiew. Zamieszczę tutaj bardzo [moim zdaniem] fajny tekst pochodzący z Wikipedii na temat trwania misji Mer-A.
"Od roku 2004 misja lądownika ulegała wielokrotnemu przedłużeniu. Od lądowania do 30 kwietnia 2008 roku, Spirit przebywał na powierzchni Marsa 1538 dni i pokonał dystans 7 528 m wykonując w tym czasie setki eksperymentów naukowych. Pod koniec stycznia 2009 ujawniono, że przez ostatnich kilka dni Spirit odmawiał posłuszeństwa i nie reagował na rozkazy z Ziemi. Pomimo tego udało się ponownie doprowadzić go do funkcjonalności. W maju 2009 łazik utknął na skrawku luźnego piasku (nazwanym później "Troją"), lecz mimo unieruchomienia prowadził badania nad jego strukturą. Prowadzone w kolejnych miesiącach próby uwolnienia łazika z marsjańskich piasków zakończyły się niepowodzeniem i 26 stycznia 2010 roku NASA zmieniła jego status na stacjonarną platformę badawczą. Od wylądowania łazik pokonał oficjalnie dystans 7730,50 m. 22 marca 2010 odebrano ostatnie dane z łazika. Baterie słoneczne dostarczały około 185 W/sol (trwa marsjańska zima, co skutkuje niższym położeniem Słońca nad horyzontem i krótszym dniem). Planowana sesja łączności 30 marca 2010 nie doszła do skutku - 2001 Mars Odyssey nie odebrał sygnału od łazika. Centrum Kontroli w Pasadenie podejrzewa, że z uwagi na zbyt małą ilość energii łazik wszedł w tryb hibernacji i pozostanie w nim do czasu, aż ilość energii pozwoli na ponowne nawiązanie cykli łączności. Zakładano, że może to zająć kilka tygodni lub miesięcy. 24 maja 2011 roku NASA ogłosiła koniec misji i zrezygnowała z prób skontaktowania się z sondą."
Pierwsze kolorowe zdjęcie powierzchni Marsa- Spirit.

Panorama Marsjańska- Spirit. 




     Z powodu trudności w łączności między moim komputerem, a blogspot.com dalsza cześć posta pojawi się już niedługo. 

czwartek, 2 sierpnia 2012

Siedem minut horroru- Curiosity na Czerwonej Planecie.



      W NASA wrze.  Misja Mars Science Laboratory, która rozpoczęła się w listopadzie 2011 roku zbliża się do drugiego [pierwszy był start z Ziemi] najgorszego i najniebezpieczniejszego etapu, a mianowicie do lądowania na powierzchni Czerwonej Planety najbardziej zaawansowanego technologicznie łazika Curiosity [co znaczy ciekawość].


 

     'Siedem minut horroru' to film stworzony przez NASA, który prezentuje nam to co będzie działo się podczas najdziwniejszego lądowania w historii. Po pierwsze wszystko będzie sterowane komputerowo. Lądownik będzie całkowicie zdany na siebie- żadnej pomocy z Ziemi. Kolejnym elementem jest ciepło. Podczas wejścia do atmosfery Marsa powierzchnia lądownika rozgrzeje się do temperatury co najmniej powierzchni Słońca (1600 stopni Celsjusza!). Kolejnym problemem jest to, że lądownik powinien mocno zwolnic po wejściu w atmosferę by nie roztrzaskać się o powierzchnię planety. Atmosfera Marsa jest 200 razy rzadsza niż ziemska stąd statek zwolni do około 200 mil na godzinę, ale dalej będzie leciało około 1000 mil na godzinę a to jest około 161 000 km/h!!! Ponieważ będzie to ogromna prędkość wymyślono by statek wyhamował za pomocą gigantycznego spadochronu. Oczywiście sam spadochron wiele nie zdziała- statek zwolni o kolejne 200mil/h czyli zejdziemy do około 800mil/h. Gdy już zwolnimy dolna cześć statku odpadnie. Teraz statek będzie składał się z pojazdu Curiosity i wielkiego spadochronu. Ponieważ prędkość dalej będzie za wysoka nie ma wyjścia-... Curosity odpadnie od spadochronu i zacznie samotny lot. Oczywiście Curiosity nie spadnie tak po prostu z taką prędkością na powierzchnie- do kolejnego wyhamowywania posłużą silniki. Silniki te posłużą również w dokładnym wycelowaniu w miejsce lądowania. 20 metrów nad powierzchnią górna cześć pojazdu oderwie się a jego główna cześć opadnie delikatnie na linach i osiądzie na dnie olbrzymiego krateru na powierzchni Czerwonej Planety. Ten ogromnie szalony proces ma trwać zaledwie 7 minut....
      To wszystko już w poniedziałek 6 października 2012 roku.

środa, 25 lipca 2012

UFO? fakt czy fikcja?


   Zainspirowany kilkoma filmami popularnonaukowymi na temat pozaziemskich cywilizacji postanowiłem dokonac kilka prostych obliczeń, które mogą (może i naprawdę, a może tylko dla zabawy) oszacowac ile planet podobnych Ziemi, na których występuje jakiekolwiek życie może istniec w widzialnym Wszechświecie. Mowa tutaj o widzialnym Wszechświecie, czyli tym jaki my widzimy, który można dla uproszczenia przyjąc, że jest kulą o średnicy 28 miliardów lat świetlnych.
   Znalazłem na kilku stronach (najlepsza tutaj: http://wszechswiat.astrowww.pl/universe.html ), że w granicach widzialnego Wszechświata jest około 3 * 1022 galaktyk. Ponieważ w galaktykach znajduje się od 107 do 1012 gwiazd, my załóżmy, że jest ich w jednej galaktyce około 1010. Otrzymujemy wynik,że w granicach obserwacji jest około 1032 gwiazd. Załóżmy, że tylko 1% tych wszystkich gwiazd ma jakąkolwiek planetę, albo cokolwiek co planetę przypomina i otrzymujemy,że takich obiektów jest około 3*1030. Idąc dalej tym tokiem załóżmy, że tylko 0,01% tych obiektów nadaje się do jakiegokolwiek zamieszkania nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach jakie przetrwają najbardziej ekstremalne ekstremofile znane nam na Ziemi. Otrzymujemy 3*1026 obiektów, które mogłyby żyć na takich planetach. Idąc dalej tym tokiem myślenia dla przykładu załóżmy, że życie pojawia się raz na biliard przypadków (biliard to 1015 ). Otrzymujemy, że życie musiało powstać na co najmniej 3*1011 planet. Mało? Idąc dalej tym tokiem tylko co miliardowa cześć tych życ jest inteligentna... mamy 300 planet na których życie rozwinęło się chociaż w przybliżonym stopniu tak jak nasze. Oczywiście to jest tylko założenie... ale robi wrażenie... nieprawdaż?

czwartek, 19 lipca 2012

Ratowanie planety.



   Jakkolwiek można Georga Carlina besztać i nie przepadać za nim ze względu na jego poglądy... nie można przejść obojętnie obok tego co on głosi... w sumie głosił, niestety już nie może, bo nie żyje. Nawet mnie- może nie zagorzałego, ale jednak wiernego ratowaniu planety- filmik nakłonił do pewnych rozważań... które zdeformowały mój punkt widzenia.

czwartek, 5 lipca 2012

'Samolubny gen'

 


   Natchniony lekturą jednej z lepszych lektur jakie miałem ostatnio w rękach, a mianowicie 'Samolubnym genem' Richard'a Dawkins'a postanowiłem napomknąć coś na temat hipotezy 'samolubnego genu'. Pozwolę sobie od cytatu zaczerpniętego z samego źródła natchnienia do napisania tego posta, który powie nam trochę dlaczego określenie 'samolubny gen' nie jest do końca poprawne:
"Tytuł ten najlepiej wyjaśnić, ustalając, na co położony jest akcent. Zaakcentujemy 'samolubny', a czytelnik pomyśli, że książka jest o samolubstwie, podczas gdy tak naprawdę więcej uwagi poświęcono w niej altruizmowi. Tak więc słowem, na które w tytule pada nacisk, jest 'gen'- a oto dlaczego: Centralna debata toczona w łonie darwinizmu dotyczy tego, jaka to właściwie jednostka podlega doborowi: co tak naprawdę przeżywa lub nie przeżywa w konsekwencji doboru naturalnego. Ta jednostka stanie się z definicji samolubna."- cytat zaczerpnięty z wprowadzenia do wydania jubileuszowego.
    Warto byłoby sobie uzmysłowić, co tak naprawdę jest nieśmiertelne. Na pewno nie jest to ciało- dwa dni, kilka miesięcy,  kilkaset lat- nieważne, ale ciało zawsze kiedyś umrze. Może populacja? Też nie. Populacja także w końcu wyginie, albo 'rozmyje' się poprzez mieszanie z inną populacją. Może zatem gatunek? Też nie. W końcu gatunki też wymierają, ponieważ stworzone są przez populację, a te tworzone są przez pojedyncze osobniki. Ekosystem- też nie jest nieśmiertelny. Dochodzimy do konkluzji, że nieśmiertelne jest coś ukryte wewnątrz ciała, czy to człowieka, osy, bzu, kota. Tym czymś jest nasz materiał genetyczny, a dokładniej jego nośnik- DNA. Żeby nie było nieporozumień- pojedyncza cząstka DNA nie jest nieśmiertelna- ona żyje od kilkunastu godzin, w porywach do kilku/ kilkudziesięciu lat, ale nie jest nieśmiertelna. Informacja zapisana na DNA natomiast może, a nie musi być wieczna. Informacja ta zapisana jest za pomocą zasad azotowych ułożonych obok siebie w odpowiedniej kolejności i zaplątanej w podwójną , zakręconą helisę. Szeregi owych zasada azotowych ułożone w ściśle określonej kolejności kodują budowe wszystkich białek wytwarzanych w organizmie- dzięki czemu zapisane są w nich wielkośc, kształt, rozmiar, kolor, pokrój ciała, zachowania, popędy i bardzo wiele rzeczy. Każde białko powstaje dlatego, że jego budowa zapisana jest w DNA pod postacią genu. Ale czym jest gen? Ciężko zdefiniowac tak rozmytą, sztuczną strukturę. Pewnikiem jest to, że gen koduje strukturę białka, miejsce do którego trzeba to białko wysłac, zawiera instrukcje kiedy białko trzeba syntezowac. Można powiedziec, że jest to ściśle określony fragment chromosomu, na którym zapisane są instrukcje dotyczące budowy białek. Bardzo ciężko jest ustalic początek i koniec określonego genu. Ponieważ w genach zapisane są plany ciała pojawia się pierwsze  odnieniesienie do 'samolubności' genów. Ponieważ kierują one funkcjonowaniem organizmu, kierują również jego rozwojem zarodkowym. Dobór naturalny oczywiście faworyzuje takie cechy, które pomagają przetrwac w środowisku- dobór naturalny faworyzuje takie organizmy, które są zdolne do przenoszenia na kolejne pokolenia materiału genetycznego, a z tego prosty wniosek, że dobór naturalny faworyzuje takie geny, które potrawią współdziałając zbudowac maszyny zdolne do ich przenoszenia i przekazywania.  Gdy w ciele rodzica powstający zarodek jest w jakimś stopniu wadliwy i upośledzony jest spora szansa, że zostanie on zabity, dla dobra większości, ponieważ on miałby małe szansę, albo ich całkowity brak by przekazać swój materiał genetyczny dalej. Nawet jeśli upośledzony organizm będzie egzystował z wielkim prawdopodobieństwem nie będzie się on rozmnażał, dzięki czemu jest pewność, że jego wadliwe geny nie przejdą dalej i nie utrwalą się w populacji- słabe ogniwo zostanie wyeliminowane. Geny są również samolubne w stosunku do siebie. Widać to szczególnie w momencie zapłodnienia- gdy cześć materiału genetycznego ojca (w wypadku ludzi dokładnie 23 chromosomy pochodzą od ojca i taka sama liczba pochodzi od matki). Pokrótce przedstawię tutaj proces zapłodnienia. Każdy gen ma swoją określoną wersje zwaną allelem. Allele mogą być takie same, albo mogą się czymś różnic np. gen odpowiedzialny za kolor oczu występuje w formach allelu np. warunkującego oczy zielone, a inny allel genu koloru oczu warunkuje oczy brązowe. W wypadku zapłodnienia chromosomy ojca i matki mieszają się. Na przykładzie koloru oczu gdy chromosom matki ma 'zaprogramowane' w sobie geny odpowiadające za oczy niebieskie, a chromosom ojca ma w sobie zapisany 'przepis' na oczy brązowe, dziecko, które powstaje będzie miało oczy brązowe. Dlaczego? Ponieważ, geny odpowiedzialne za brązowy kolor oczu dziecka dominują nad oczami niebieskimi. Wystarczy tylko jeden allel odpowiedzialny za oczy brązowe i one się pojawią. Natomiast potrzeba już dwóch alleli odpowiadających za oczy niebieskie- w innym wypadku kolor ten nie ujawni się, natomiast może być przekazany kolejnym pokoleniom. Geny walczą ze sobą o prawa bytu- korzystniejsze wygrywają.
     W tym momencie możemy wysunąć pierwszy i jeden z najważniejszych wniosków, które przynajmniej moim zdaniem mają ewolucyjny sens. To nie organizm, nie populacja, gatunek, a nawet nie pojedyncza komórka, ale dopiero jej informacja genetyczna zapisana w DNA może być nieśmiertelna. Gdy określone geny pozwalają organizmowi na idealne przystosowanie się do panujących warunków środowiska i zapewniają owym genom stały przepływ przez pokolenia, dopóty geny te będą stale obecne w puli genowej danego organizmu. Może to trwać od kilku pokoleń do kilkuset milionów lat. A my, jesteśmy tylko maszynami podporządkowanymi naszym genom, które robią wszystko by jak najlepiej nas przystosować do środowiska, tylko po to, by samemu móc trwać. Drugim wnioskiem może być sens śmierci- gdy organizm przekaże swoje geny dalej i odchowa potomstwo może umierać, ponieważ jest już 'zużyty/ zbędny'. Dopóki organizm może przekazywać swoje geny potomstwu- do tego czasu ma sens jego egzystencja. W przeciwnym wypadku śmierć organizmu jest pożądana, chociażby z tego powodu by miejsce, pokarm itp. które on zabiera mógł zabierać tym razem organizm nowy, może ulepszony.

środa, 4 lipca 2012

Bozon Higgsa- MAMY GO!

     

     Naukowcy z CERN-u poinformowali właśnie o prawdopodobnym znalezieniu Boskiej Cząstki - bozonu Higgsa. Jeśli informacja ta zostanie ostatecznie potwierdzona, będzie to najważniejsze odkrycie fizyczne w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat! Kilkudziesięciu? Myślę, że jest to informacja na miarę stulecia, a może nawet i milenium.
kopalniawiedzy.pl donosi: "aukowcy pracujący przy eksperymentach ATLAS i CMS zaobserwowali w regionie 125-126 GeV sygnały, wskazujące na istnienie nieznanego dotychczas bozonu. Prawdopodobieństwo odkrycia określono na 5 sigma. Sami uczeni podkreślają, że uzyskali dopiero wstępne wyniki, a ich sprawdzanie musi jeszcze potrwać. Jednak to naprawdę nowa cząstka. Wiemy, że musi być to bozon i jest to najcięższy znany nam bozon - powiedział rzecznik eksperymentu CMS Joe Incandela.". Cudowne odkrycie... jedno z najpiękniejszych.
    Ale póki co, nie ma co się głowic nad tym jak działa cząstka Higgsa (o tym w następnych artykułach). Teraz należy świętować hucznie, jak jeszcze nigdy nie świętowano. Takie odkrycia nie zdarzają się tak po prostu.

niedziela, 24 czerwca 2012

Dieta Dukana- wady i minusy.

   


     Ostatnio przeglądając strony na temat diet (nie dlatego, że chciałbym się odchudzać, ale z ciekawości co ludzie o nich piszą) i natrafiłem na stronę vitalia.pl . Przeczytałem kilka postów w temacie "Dieta Dukana" i jestem lekko przerażony niedoinformowaniem, albo też ignorancją niektórych osób, które rzekomo te dietę stosują. Zanim przejdę do "zjechania" niektórych wypowiedzi forumowiczek, pokrótce przypomnę, czym jest osławiona Dieta 'doktora' Dukana. Najważniejszą informacją jest to, że owa dieta, jest dietą proteinową- co od razu powinno wskazać nam, że głupotą jest jej stosowanie, ze względu na ograniczenie do minimum spożywania węglowodanów i tłuszczy, które o ironio, są obok protein podstawowymi elementami naszego ciała. Pierre Dukan gwarantuje nam, że nie trzeba stosować przy diecie ćwiczeń (ta jasne...), a jedynie stosować się -do moim zdaniem- rygorystycznych wymogów dotyczących tego co ląduje na naszym talerzu.
     Zaczniemy od tego, że dietę podzielono na fazy. Pierwsza faza, bardzo słusznie nazwana "uderzeniową" polega na totalnym zakazie jedzenie czegokolwiek poza białkami. Nazwa fazy jest adekwatna do szkód jakie wyrządza jedzenie samych białek. Głupotą jest ograniczenie w ciągu bardzo krótkiego czasu do drastycznego minimum spożycia cukrów i tłuszczy. Osoby, które przez wiele lat (a zwykle takie sięgają po diety) jedzą codziennie naddawkowe ilości węglowodanów i lipidów w ciągu jednego dnia mają to odrzucić i zastąpić to czymś, czego ich organizm nigdy zbytnio nie używał bo nie ma potrzeby?! To jest dopiero czyste sado- maso. Pomijając subtelny fakt, że dla organizmu jest to jak odwyk (bardzo brutalny) co wiąże się z możliwością szoków insulinowych, nerwobólów, wymiotów, bólów głowy, żołądka, mięśni, osłabieniem, omdleniami, możliwym zawałem serca, wylewem, czy szalonym tempem, jest to czysty, ale bardzo zabójczy strzał w wątrobę i nerki, ponieważ te organy nie są przyzwyczajone do takich ilości białka jakie nagle muszą przetrawić, przerobić, posegregować, opakować i wydalić. Równie dobrze można strzelić sobie w wątrobę z karabinu maszynowego. Ale! wspaniałomyślnie w fazie 'uderzeniowej' są dopuszczone napoje w wersji light, czyli takie, które nie zawierają cukru... może i popularnej fruktozy, glukozy czy sacharozy w nich nie znajdziemy, bo one tego nie zawierają, ale osoba, której brakuje cukru (a raczej jego smaku) sięgając po te napoje wlewa w siebie ogromne dawki słodzików, które sztucznie nadają słodki smak napojom. Aspartam... tak, tak, temat oklepany- popularny środek słodzący, który oprócz tego, że jest 180 razy słodszy od cukru może oprócz słodkiego posmaku zagwarantować nam raka mózgu, żołądka i układu limfatycznego. Pomijam ten (również pomijany) fakt, że aspartam hydrolizuje w naszych organizmach do metanolu... no cóż, nie każdy musi wiedzieć, że metanol jest bardzo silną trucizną w niewielkich dawkach powodującą ślepotę, a w trochę większych, ale dalej niewielkich śmierć. Kogo to obchodzi? ważne, że jest słodki.
     Wracając do fazy mordowania (tzn. uderzeniowej), która musi potrwać minimum 10 dni (nie dziwie się, jakby potrwała np. 40 wątpię, że ktoś by dietę mógł ukończyć- chyba, że w piachu) następuje faza równowagi. Tutaj wspaniałomyślnie można co 2 dni jeść (oczywiście przy codziennym jedzeniu tylko i wyłącznie białek) warzywa. No niby fajnie- w końcu są one średnim, bo średnim, ale jednak magazynem niektórych(!) witamin NIEZBĘDNYCH do życia (dla niedoinformowanych- tak, witaminy są konieczne do życia i nie, organizm nie jest w stanie ich wyprodukować, a przynajmniej nie wszystkich), ale... niektóre (jak nie większość) warzyw spożywanych przez nas jest w co najmniej 50% zbudowana z białek. Więc w sumie wychodzi na to, że do spożywanych białek z fazy uderzeniowej dołączamy kolejne białka, plus minimalną, potrzebną do przeżycia ilość witamin, znikomą ilość cukrów i tłuszczów. Czysta perwersja. Nareszcie przechodzimy do fazy utrwalania wagi- na 1 kilogram stracony powinniśmy przez 10 dni go utrwalać, stąd np. jeśli stracimy 22 kilogramy musimy je utrwalać 220 dni. Możemy pozwolić sobie już na minimalne ilości cukrów, tłuszczy, a nawet [sic!] raz w tygodniu na dowolny posiłek. O ile zakład, że tym posiłkiem będzie super-extra-podwójny-hiper-zestaw z McDonald's itp.? W końcu załóżmy po jakiś 4 miesiącach jak już dojdziemy do tej fazy, czemu by raz na jakiś czas nie nażreć się super-extra-podwójnego-hiper-zestawu... przecież to tylko raz na tydzień. Gdy zbijemy naszą wagę (zakładając, że zwykle osoba chce zbić wagę o co najmniej 15 kilogramów- proste obliczenia mówią, że potrwałoby to około 7 miesięcy, jak nie więcej) dr. Pierre twierdzi, że wchodzimy w fazę "białkowe czwartki". Za cholerę nie wiem, czemu on twierdzi, że powinny być to właśnie czwartki!? Faza ta powinna trwać do końca życia... a jedyne co musisz robić to żreć przez cały tydzień co chcesz (dalej kusi super-extra-podwójny-hiper-zestaw?), a raz na tydzień- właśnie w czwartek- obowiązuje rygorystyczna dieta białkowa.
     Wracając do forumowiczek, które tak bardzo zachwalają te 'cudowną' dietę, przytoczę tutaj kilka fragmentów:

lsiaro: "Każda dieta to ubytek wody. Jeśli chodzi o zakwaszenie, to istnieje coś takiego, jak proszek zasadowy."- pozwolę sobie na mały komentarz- masz rację lsiaro... lepiej jeść proszki, tak dla profilaktyki. Na pewno medykamenty stosowane regularnie są zdrowe.

glorioza1977: "W Dukanie np.nie ma owoców to mnie też denerwowało.Zdrowo to nie znaczy jeść same białko ,bo organizm potrzebuje węglowodanów i dobrych tłuszczy."- brawo, chociaż jedna mądra.

Hedone: "Ja nie narzekam na dietę proteinową, nie mam problemów ze snem, z nerkami, nerwowością, czuję się dobrze, choć stosuję ją już prawie dwa i pół miesiąca."- masz racje, ale powinnaś napisać "teraz nie mam problemów"... to, że ma się szczęści i nie widzi się u siebie żadnych niekorzystnych zjawisk, nie znaczy, że wątroba wysiada, a nerki mają ochotę wyskoczyć z miejsca.

zaneta00005: "co wy widzicie w tej diecie niezdrowego????Badania mam jak noworodek,cholesterol trochę za wysoki,ale też nie robiłam go nigdy wcześniej,to nie wiem jaki był....Schudłam 22,5 kg,to chyba jest zdrowe....a nie chodzący ,dysząco-sapiący hipopotam.Każdy ma swój sposób na schudnięcie,ja go znalazłam w dukanie,świetnie sie  czuję i tego samego życzę każdej Vitalijce na swojej diecie...aby nie była ona męką,tylko przyjemnością!" - cieszymy się razem z Tobą. badania ok dzisiaj... miejmy nadzieję, że wątroba i nerki nie upomni się z czasem i nie odpłaci Ci tych katuszy jakie musiała przechodzić, byś schudła dumnie te Twoje 22,5 kg... jestem ciekawy jak u Ciebie z fazą "białkowych czwartków".

czerwony.kapturek: "najważniejsza zasada diety DUŻO PIJ ale to podstawowa zasada każdej diety i zdrowego odżywiania" - dużo pij- fajnie, ale szczegółem jest, że woda wypłukuje ważne, ważne i jeszcze raz ważne składniki, których dieta Dukana nie dostarcza...

Ja na zakończenie pozwolę sobie zacytować panią Górską:

"- Ta dieta jest straszna! Natura każe jeść wszystkiego po trosze. Białko w nadmiarze może prowadzić do kamicy nerkowej, niewydolności nerek, nadciśnienia, a w skrajnych przypadkach może skończyć się na dializach. Brakuje w tej diecie witamin rozpuszczalnych w wodzie, znajdujących się w warzywach i owocach. Dlatego brakuje nam antyoksydantów wzmacniających odporność, walczących z wolnymi rodnikami, zapobiegających chorobom cywilizacyjnym. Brakuje organizmowi błonnika, co sprzyja zaparciom, zaleganiu w jelitach nie strawionych resztek pokarmowych i metali ciężkich, co może prowadzić w skrajnych sytuacjach do nowotworu. 

Niedobór węglowodanów nie sprzyja organizmowi, ponieważ glukozy z nich pochodzącej potrzebuje mózg. Spada wydolność pracy mięśni, bo brak nam glikogenu pobieranego z węglowodanów. Przy jedzeniu wyłącznie protein w nieograniczonych ilościach może dojść do hiperwitaminozy (nadmiaru witamin rozpuszczalnych w tłuszczach), a z czasem do uszkodzenia wątroby, która je magazynuje. Nadmierne zakwaszanie organizmu może skutkować pojawieniem się dny moczanowej, a także osteoporozy."

małą dygresja... chyba lepiej jeść wszystkiego po trochu i codziennie ćwiczyć przez kilkanaście minut niż mordować organizm... który jednak jest nam przydatny.

niedziela, 17 czerwca 2012

2012 LZ1



2012 LZ1 asteroida, która dnia dzisiejszego (17.06.2012) przeleciała w odległości 5,4 milionów kilometrów od Ziemi. 2012 LZ1 została zakwalifikowana do potencjalnych obiektów zagrażających bezpieczeństwu ziemskiemu- jej średnica to około 500-700m i znalazła się w bardzo bliskiej odległości od Ziemi. Co więcej, została odkryta bardzo niedawno- w nocy z 10 na 11 czerwca 2012 roku. Bezpośrednie zagrożenie nie grozi nam na Ziemi, ponieważ nic nie wskazuję na to, że asteroida jest na torze kolizyjnym z planetą matką.
Miejmy nadzieję, że tak też pozostanie do jej spokojnego odlotu, a jedyne co nam dostarczy to nowe wiadomości oraz wrażenia estetyczna.


2012 LZ1 asteroid which today (06/17/2012) flew within 5.4 million kilometers from Earth. 2012 LZ1 was qualified as potential to endanger the safety earthly objects- its diameter is about 500-700m, and it flew in a very short distance from the Earth. What's more, it was discovered very recently, on the night of 10 to 11 June 2012. Immediate danger does not threaten us on Earth, because there is no indication that the asteroid is on a collision path with the mother planet.
Let us hope that it will remain so for the peaceful departure, and the only thing that we will provide will be a new information and aesthetic experience.

czwartek, 7 czerwca 2012

Convection-small problem of great importance. Konwekcja- mały problem, duże znaczenie.


   

      Konwekcja- prosty temat, który stawia wielu ludziom wiele problemów. Pomyślałem, że dobrze byłoby wytłumaczyć na czym to zjawisko polega, ponieważ spotykamy się z nim dość często, zaczynając od skali astronomicznej (prądy konwekcyjne w gwiazdach), schodząc na naszą Ziemię, gdzie konwekcja odgrywa wielką rolę w kształtowaniu powierzchni Ziemi, kończąc na gotowaniu wody w czajniku. Sam proces polega na przekazywaniu ciepła (tutaj kolejny problem, czym jest ciepło, ale o tym później) przez cząsteczki. Przez konwekcje można rozumieć ruch całości materii wywołany różnicą temperatur, co prowadzi do przenoszenia ciepła. Mówiąc o cieple mówimy o szybkości drgań i ruchu cząsteczki. Im cząsteczka szybciej się porusza, bardziej drga i częściej zderza się z innymi mówimy, że jest "cieplejsza" od innych cząstek. Dlatego np. w temperaturze 0 stopni Celsjusza woda zamarza, ponieważ cząsteczki wody zwalniają do tego stopnia, że zaczynają zestalać się ze sobą w kryształy lodu, natomiast przy 100 stopniach Celsjusza, cząsteczki kręcą się/ zderzają/ poruszają się tak szybko i z taką energią, że odbijając się od siebie "wypadają" z cieczy przechodząc w parę.

     Co do konwekcji wynika ona z faktu istnienia tzw. prądu konwekcyjnego. Powstaje on na skutek różnicy gęstości między obszarami o różnej temperaturze. Często mamy problem ze zrozumieniem, skąd różnica w gęstości np. w garnku z wodą, którą gotujemy. Musimy pamiętać, że wynika ona z tego, że w różnych temperaturach, różne substancje mają różną gęstość. Wyjaśnię to na przykładzie gotowania wody.
Załóżmy, że do garnka wlewamy wodę o temperaturze 10 stopni Celsjusza. Ma ona w tedy gęstość 999,7026 kg/m3. Podczas podgrzewania cząsteczki zaczynają przyspieszać, a gęstość malec, dlatego woda, znajdująca się na dnie naczynia osiąga pierwsza wyższą temperaturę, na skutek czego spada jej gęstość. Ponieważ spada gęstość ta część wody zaczyna się unosić do góry. Załóżmy, że woda ma temperaturę około 80 stopni Celsjusza na spodzie garnka i na skutek ochładzania przy powierzchni ma około 60 stopni Celsjusza. W tym momencie woda chłodniejsza ma gęstość wyższą od wody cieplejszej i zaczyna opadać na dno garnka, gdzie ponownie się ogrzeje, a woda, która jest cieplejsza unosi się, by znowu ostygnąć i wrócić na dno. Po pewnym czasie w naszym garnku tworzy się tzw. komórką konwekcyjna- czyli w miarę jednolity i stały tor, po którym porusza się woda o różnych temperaturach. Z komórkami takimi spotykamy się również w przyrodzie. Czasami patrząc na chmury widzimy, że są ułożone one w jednolitych pasach- powstają tak one ponieważ między pasami tworzą się rolki, które są komórkami konwekcyjnymi "trzymającymi" chmury w określonym położeniu.
   
     Jeśli chodzi o ruch tektoniczny, również wywołany jest on konwekcją w płaszczu Ziemi. Gazy, materia ogrzewa się ciepłem jądra Ziemi, dzięki czemu po czasie zostaje owa materia wypychana w kierunku płaszcza Ziemi. Ponieważ z reguły nie znajduje ta materia ujścia (np. wulkanu) oddaje ona ciepło płaszczowi, wprawiając go w ruch, co może prowadzić do jego rozrywania albo wypuklenia (tworzenie się pasm górskich). Gdy materia odda wystarczająco dużo ciepła wraca z powrotem do wnętrza Ziemi, by po kolejnym okresie ogrzewania powrócić.

***

     Convection-simple theme that puts a lot of problems. I thought it would be good to explain what this phenomenon is, as we meet with him quite often, starting with the astronomical scale (convection currents in the stars), going down to our earth, where convection plays a major role in shaping the Earth's surface, ending with boiling water in the kettle. The process itself involves the transfer of heat (another problem here, what is heat, but more on that later) by the particles. By convection it can be understood like a full motion of matter caused by temperature difference, which leads to heat transfer. Using "heat" we are talking about the speed of vibration and motion of the molecule. The particle is moving faster and they have more vibration and more often collides with the other, when they're "hotter" than other particles. So for example, at 0 degrees Celcjus water freezes, because the water molecules slow down to the "line" when they begin to solidify together in ice crystals. While at 100 degrees Celsius, the particles are spinning / collide / move so quickly and with such energy that the bouncing off each other it could making "fall out" of the liquid passing into steam.

     As for the convection, it follows from the existence of the so-called. convection current. It arises due to the difference in density between areas of different temperatures. We often have trouble understanding where the difference in density, eg in a pot with water, you cook. We must remember that it results from the fact that at different temperatures, different substances have different densities. Let me explain with an example boiling water.
Suppose you pour water into a pot temperature of 10 degrees Celsius. It is then the density of 999.7026 kg/m3. During the heating, molecule begins to moving faster, and the density of the water on the bottom getting higher temperature first, with the result that its density decreases. As the density decreases some of the water begins to float to the top. Assume that the water has a temperature of about 80 degrees Celsius at the bottom of the pot, and as a result of cooling at the surface is about 60 degrees Celsius. At this point the water cooler has a density higher than the warmer water and begins to fall to the bottom of the pot, where it is heated again and the water that is warmer rises to cool down again and go back to the bottom. After some time, in our so-called pot are created. convection cell, which is as uniform and continuous track, after which the water moves at different temperatures. From these cells we also encounter in nature. Sometimes looking at the clouds, we see that they are arranged in a single lane, so they are formed between the belts formed as rollers, convection cells that are "holding the" cloud in a particular position.

     When it comes to tectonic movement, it is also caused by convection in the mantle of the Earth. Gases, matter is heated into Earth's core, so that over time this matter is pushed toward the Earth's mantle. The heated material is not output (eg volcano) gives a warm into surface od Earth setting it in motion, which can lead to tearing or outgrowths (formation of mountain ranges). When the matter will give enough heat it's returns to the Center of the Earth.

very sorry for my broken English, but I try to do my best.

wtorek, 5 czerwca 2012

Ziemia Śnieżka


 

   "Z dwóch przeciwległych biegunów w kierunku równika ruszyły z ogromną siła i masą dwa przeciwległe lądolody. Ziemia Śnieżka przez kilkanaście milionów lat doznawała wielkiego zlodowacenia. Praktycznie 99% powierzchni, pokryte było grubą na kilka kilometrów warstwą lodu, poruszającego się i żłobiącego w jej skorupie. Czy życie miało szansę przetrwać? Czy komórki jakie zdążyły powstać zdołały przetrwać, czy też życie, po okresie zlodowacenia musiało powstać na nowo? Moim zdaniem życie zdołało przetrwać co potwierdza jedna z głównie wiodących teorii która mówi, że powstanie życia na naszej planecie było zdarzeniem jednorazowym i niepowtarzalnym. Jeśli jakieś życie mogło przetrwać, musiało albo dostosować się do panujących warunków środowiska (co jest mało prawdopodobne), albo uciekło ono w głąb oceanów, gdzie ewoluowało w pobliżu ciągle ciepłych kominów termalnych, które cały czas wyrzucały z siebie tony gorącej, bogatej w minerały wody.
     Po kolejnych kilku milionach lat coś się stało. Jądro Ziemi uległo potężnej aktywacji. Gazy zgromadzone w jego wnętrzu musiały znaleźć ujście. Aktywowanych zostaje setki wulkanów na całej Ziemi, które w bardzo krótkim czasie emitowały w atmosferę miliony ton dwutlenku węgla. Wcześniej ten sam gaz przyczynił się do globalnego ochłodzenia, teraz ponieważ nie miało go co absorbować, zaczął on tworzyć swoisty koc pokrywający Ziemię, przez co doszło do potężnego efektu szklarniowego, dzięki czemu lodowce zaczęły się topić. Stała się jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. W momencie zamarzania, gdy Ziemia „przygotowywała” się do ochłodzenia, woda zamykana w kryształach lodu, narażona była na ciągłe działanie promieniowania nadfioletowego. Dzięki temu powstał nadtlenek wodoru, który w momencie ocieplenia klimatu, zaczął rozpadać się na wodę i tlen. Do atmosfery oprócz dwutlenku węgla, zaczął się również dostawać tlen. W ciągu 15 milionów lat temperatura urosła do 30 stopni Celsjusza, a doba zwolniła do 22 godzin.  Ale co stało się z życiem? By się o tym dowiedzieć musimy zajrzeć w głąb oceanu."- fragment pracy, która właśnie jest w przygotowaniu.